AROMATY ZAUŁKÓW – CZYLI W JAKICH WARUNKACH ŻYJĄ I JEDZĄ MIESZKAŃCY INDONEZJI / Maria Zielińska

extra_toc

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS
Nr 03, KWIECIEŃ 2017 r,


Indonezja jeszcze trzy miesiące temu kojarzyła mi się, tak jak większości Europejczyków, z egzotyką, przygodą  oraz pewnego rodzaju niedostępnością.  Ten zagadkowy, rozciągający się na 5000 km wzdłuż równika archipelag ze względu na zróżnicowanie kultur, obyczajów i wierzeń jego mieszkańców dla wielu podróżników pozostaje ekscytującą zagadką. Aby przeżyć choć jeden dzień na każdej z indonezyjskich wysp, potrzeba ponad czterdzieści osiem lat życia. Ja spędziłam tam trzy tygodnie. Choć dla poświęcającego życie pasjonata, odkrywającego kolejne zakątki tego kraju, jest to żałośnie mało, dla mnie czasu starczyło na tyle, by zobaczyć fascynujące miejsca, posmakować lokalnych potraw, ale przede wszystkim – pobyć z tubylcami, poznać ich rzeczywistość, zwyczaje oraz zajęcia.1

 

KOLONIZACJE I PODBOJE

Od początku XVII wieku wyspy obecnej Indonezji były kolonizowane przez Europejczyków - przede wszystkim Holendrów, związanych z handlową Holenderską Kompanią Wschodnioindyjską. W miarę upływu czasu Holendrzy skupili władzę zwierzchnią nad lokalnymi władcami. W 1799 Kompania Wschodnioindyjska została zlikwidowana, a jej kolonie zostały po wojnach napoleońskich podporządkowane rządowi Holandii, jako kolonia Holenderskie Indie Wschodnie. W latach 1942-45 w czasie II wojny światowej archipelag został zajęty przez Japończyków. Po wyzwoleniu od okupantów, 17 sierpnia 1945 Indonezja zadeklarowała niepodległość i nastąpił wybuch walk niepodległościowych przeciw Holandii, na skutek którego w 1949 ta uznała niepodległe państwo indonezyjskie. Stolica Indii Holenderskich – Batawia, została przemianowana wówczas na Dżakartę i została stolicą republiki 2

 

KRAJ KONTRASTÓW

Ze względu na duże odległości pomiędzy wyspami, tło historyczne oraz mieszankę stylów i narodowości, Indonezję można nazwać krajem kontrastów. Każda z jej części ma swój niepowtarzalny klimat: atrakcyjna Bali kusi turystów niezwykłymi zabytkami i malowniczymi sceneriami; na Javie podziwiać można buddyjskie i hinduistyczne świątynie, dumne przedstawicielki na listach UNESCO. Wyspy Borneo i Sumatra, wciąż porośnięte dziewiczymi lasami równikowymi, to jedyny obszar, w którym spotkać można dzikie  orangutany.

Różnice można dostrzec również w jakości życia mieszkańców Indonezji. Choć na Bali i w stolicy zauważyć można imponujące wille, większość wyspiarzy żyje w biedzie. Jak wynika z wstrząsającego raportu UNICEF, 150 tys. dzieci i co najmniej 10 tys. kobiet umiera corocznie w Indonezji. Przyczyną jest skrajne ubóstwo, w którym żyją. Jak wyjaśnia agencja Fides, dzieci umierają z powodu takich chorób jak gorączka denga czy biegunka. Natomiast przyczyną śmierci indonezyjskich kobiet są powikłania po porodzie.

Bieda jest problemem występującym w wielu krajach świata, jednak w Indonezji jest on bardzo poważny - blisko 12,5 proc. tamtejszego społeczeństwa zmaga się ze skrajnym ubóstwem. Zatrważającym dowodem na poprawność tych danych są ciągnące się kilometrami slumsy, gdzie przekraczające ludzkie pojęcie sceny z życia ich mieszkańców migają zza szyb pospiesznego pociągu w Dżakarcie. Dostrzec tam można skulone postacie ubranych w łachmany żebraków, którzy składają umorusane sadzą dłonie pod głowy w charakterze jedynej poduszki; zgarbioną nad parującym kociołkiem sylwetkę pomarszczonej kobiety, która w zimnym świetle gołej żarówki wrzuca do bulgoczącej brei pogruchotane tasakiem, zwierzęce kości. Człowiek, który nieopatrznie zapuści się w tamte rejony, ze ściśniętym żołądkiem odwróci się na widok ponurego mężczyzny ciągnącego wózek ze złomem  i odprowadzany krokami jego bosych stóp na znaczonej nieczystościami drodze, spojrzy jeszcze na dwójkę osieroconych dzieci, przytulonych w ciemnym zaułku i szlochających cicho.

 

ZWYKŁE POTRZEBY ZWYKŁYCH LUDZI

Ubodzy mieszkańcy Indonezji pozbawieni są wielu rzeczy. Jedną z nich jest prywatność. Biedacy przyzwyczajeni są do tego, że nie mają własnego miejsca. Świadkami ich codziennych zmagań są przechodnie na ulicy, którzy po kilku latach uodparniają się na ten widok. Pogrążeni w nędzy ludzie żegnają się z myślą o własnym kącie; staje się on dla nich równie nierealny co bogactwo i obsługa pokojowa. Cała rodzina żyje w jednym pomieszczeniu; funkcję ścian pełni kawałek lichej zasłony lub kartonu. Często spotykanym widokiem są matki karmiące swoje dzieci w otoczeniu wszędobylskich kur, kóz i innych zwierząt domowych. Tutaj na cud narodzin patrzą smutne oczy stadka pilnujących niewielkiego dobytku psów, a młodzież musi przeżywać swoje nastoletnie problemy i burze hormonów w otoczeniu pary wychudzonych kurczaków. 

Kolejną rzeczą pożądaną przez ubogich mieszkańców miastowych peryferii jest miejsce. Każdy walczy tam o skrawek własnej przestrzeni. Doskonałym przykładem jest podróż lokalnym autobusem – oczywiście zapakowanym ludźmi do granic możliwości. Pasażerowie stają na schodkach, łapią się framugi czy nawet sadowią się na dachu. W Indonezji walczy się o każdy centymetr; jeżeli pozwolisz, aby cię odsuwano, wkrótce zostanie dla ciebie tylko tyle przestrzeni, ile mają żebracy skuleni na swoim kawałku leżącej na ziemi tektury. Tutaj kobiety nie mają oporów, aby na ramieniu białej turystki usadowić swoje dziecko, a torbę ze zbiorami położyć na jej kolanach.  Na targach każdy sprzedawca tak rozwiesza swoje towary, aby zajmowały one jak największą powierzchnię hali. Spotyka się zielone pagórki, nakładem wielkiej pracy zamienione w mikroskopijne pola ryżowe. Na drogach kierowcy pędzą w szaleńczym wyścigu riksz, motorów i bemo, wymuszając pierwszeństwo swoim zdecydowaniem. Jeśli nie wepchniesz się przed innych, musisz się cofnąć – tylko tak unikniesz kolizji.

 

ŻYCIE POŚRÓD KAWOWCÓW

O życiu w Indonezji opowiedział mi Wayan, właściciel lokalnej plantacji kawy na wyspie Bali. Gdy spacerowaliśmy ścieżynkami pomiędzy rzędami niespotykanych w Europie roślin i krzewów, mężczyzna opisywał mi mijane gatunki flory oraz pokazywał egzotyczne przyprawy o nieziemskim aromacie. Można tam było znaleźć m.in. świeże chilli, laski wanilii, sproszkowaną korę cynamonu, kurkumę, gałkę muszkatołową czy goździki.

- Bali jest piękną wyspą – mówił Wayan – mieszkam tu całe życie, nigdy nie byłem poza jej granicami. Ludzie nie zarabiają tu wiele, lecz wszyscy ciężko pracują i są szczęśliwi. W tak pięknym miejscy należy przecież być szczęśliwym!

- Mam tu swoją plantację i paru pracowników – ciągnął Balijczyk – tu właśnie jest moje miejsce. Cieszę się, że mój interes prosperuje i kiedyś będę mógł przekazać go synowi. Jednak najbardziej cieszy mnie to, że mogę przekazywać moją wiedzę turystom i częstować ich moją kawą. Czuję wielką radość, kiedy wyjeżdżają z plantacji z nową wiedzą i doświadczeniami.

Rzeczywiście, uśmiech ani na chwilę nie opuszczał jego twarzy.

 

PRZEŻYĆ ZA DOLARA

Jak podaje agencja Fides, średni Indonezyjczyk w biedniejszym rejonie musi przeżyć za równowartość jednego dolara dziennie. Choć dla mieszkańców północnej półkuli wydaje się to nierealne, musimy pamiętać, że na wspomnianym archipelagu ceny są niższe niż w Europie. Wspaniale czują się tu brytyjscy turyści, którzy za jednego funta (czyli około 10.000 lokalnych rupii ) mogą zjeść sycący posiłek, przygotowany na ulicy przez jednego z samozwańczych „ restauratorów”.

Przykładem jednego z nich jest Kali, który razem ze swoją rodziną prowadzi gastronomiczny biznes przy najruchliwszej ulicy Yogyakarty. Od samochodowego zgiełku i spalin część jadalną i kuchenną dzieli brezentowa płachta. Za brudną szybką, na ladzie, stoją dania do wyboru: panierowane ryby, duszone warzywa, bakso, czyli rybne pulpety z domieszką nierozpoznawalnych składników, ułożone na talerzu kostki tofu, oraz oczywiście wielki garnek parującego ryżu. Siostra Kalego podaje porcje, oblewając je uprzednio wielką chochlą sosu z orzechów arachidowych niezależnie od upodobania. Do tego na jednym z trzech rozchybotanych stolików stawia szklane kufle z parującą, obficie posłodzoną herbatą. Rodzeństwo daje wciągnąć się w rozmowę, z wdzięcznością odrywając ręce od pracy oraz wzrok od reszty niezajętych siedzisk.

- Nie przychodzi tu wiele ludzi – mówi Kali, przecierając brudne stoliki jeszcze brudniejszą szmatą – obsługujemy czterech, sześciu klientów dziennie. Moja siostra gotuje dobre jedzenie. Dziennie zarabiamy jakieś 60 tysięcy rupii. Starcza na składniki, dzięki czemu sami mamy co jeść. Nie jest to dużo, ale aby przeżyć, to jest ok.

Biznes Kalego i jego rodziny jest jednym z wielu tego typu działalności na wyspach. Indonezyjczycy nie jedzą w domach; wiąże się to z zakupem lodówki, kuchenki, świeżych składników. O wiele taniej i przyjemniej udać się do jednego z Warungów, które często w porach posiłków przyciągają  mieszkańców całych dzielnic.

O poradę w kwestii wyboru jadłodajni poprosiłam Siti, pięćdzięcioletnią mieszkankę Yogyi, szczęśliwą żonę rikszarza i matkę dwóch dorosłych synów. Kobieta okazała się stałą bywalczynią targowisk, sklepów i warungów, a do tego rasową poszukiwaczką przecen i okazji. U jej boku poznałam sztukę negocjacji i zgłębiłam sekret targowania się ze sprzedawcami. To ona zachęciła mnie do spróbowania pierwszego mięsnego dania, jakie zjadłam w Indonezji, co prawdopodobnie uratowało mnie od śmierci głodowej, a jej opanowanie dodawało mi otuchy podczas szalonego kursowania lokalnym autobusem.

- Wejdziesz na market, ceny wysokie – dzieliła się swoją mądrością Siti – idziesz w górę, po schodach, ceny w dół. Im wyżej człowiek, tym niżej ceny. Trzeba szukać nie tam, gdzie wszyscy, to wtedy ceny dobre i produkty dobre.

Rzeczywiście, na targu można wybierać wśród całej gamy dojrzałych owoców oraz sezonowych produktów. Częste są stoiska z chipsami – Indonezyjczycy je wprost uwielbiają. Na ulicy można spotkać matki z dziećmi chrupiącymi kandyzowane banany, lub młodzieńców na skuterach obładowanych prażynkami z dmuchanego ryżu. Egzotyczne dla obcokrajowców mogą być salaki, czyli owoce otoczone „wężową” skórką o nieco aptecznym smaku, albo soki o smaku groszku. Jedno jest pewne: jeśli ktoś raz spróbuje indonezyjskiej kuchni, na pewno na długo jej nie zapomni.

 

 

 

 

 

INDONEZYJSKIE SMAKI

Tradycyjna, indonezyjska kuchnia opiera się na dwóch głównych potrawach: nasi goreng, czyli smażonym ryżu, oraz mie goreng – smażonym makaronie. Do głównego składnika dodawane są posiekane marchewki i inne warzywa; czasami mięso z kurczaka, sos sojowy oraz duża dawka przypraw. Ich kombinacja i proporcje znane tylko przez rdzennych mieszkańców tamtych rejonów sprawiają, że oferowane w supermarketach dania azjatyckie nie mogą równać się z przygotowanymi przez nich specjałami. Często spotykane jest również bakmi, czyli zupa na bazie makaronu ryżowego zalanego wrzątkiem, gado gado – kurczak z ryżem czy oryginalne szaszłyki Satay – oba dania podawane ze słodkim sosem z orzechów arachidowych.

  

Sekret kuchni wysp Indonezji opiera się na prostocie i wykorzystaniu gamy  wszystkich dostępnych składników. Przygotowanie posiłków można obejrzeć na żywo, gdyż cały proces przyrządzania i spożywania lokalnych dań odbywa się, jak pisałam wyżej, na ulicach. Fakt, że możliwe jest śledzenie podstawowych czynności gotującego, wzmaga tylko zaskoczenie po skosztowaniu jego specjałów. Przepisy, choć śmiesznie proste, są właściwie nie do odtworzenia w warunkach Europejskich. Może chodzi tu o jakość składników, lub rodzaju oleju do smażenia? A może po prostu żywność należy przygotowywać w małej, skleconej byle jak z desek budzie na kółkach, którą Indonezyjski kucharz po skończonym dniu pcha do swojego domostwa? Takie pytania nie chodzą po głowie mieszkańców archipelagu, ponieważ dla nich jest to rzecz całkowicie naturalna, potrzebna do przetrwania. Jedzenie jest koniecznością, dla uboższych warstw społecznych – wręcz ciężarem lub nawet poważniejszym zmartwieniem.

 

W Indonezji sytuacja ludzi jest ciężka. Turysta może być tam świadkiem często wstrząsających scen. Mimo to mieszkańcy tego kraju są radośni, otwarci i zadowoleni z życia. Świat interesuje się panującym w tamtych rejonach ubóstwem; zakładane są fundusze oraz realizowane kampanie. Dzięki swoim tradycjom, zabytkom, krajobrazom, kuchni, a przede wszystkim mieszkańcom, region ten jest niepowtarzalny. 



 1) Opis tła historycznego oparty jest na wpisie dostępnym w Wikipedii

 2) Historia Indonezji oparta na wpisie w Wikipedii

 

Licencja Creative Commons

Menu nr- 15

Menu Mobile nr 3

Free Joomla! template by Age Themes