Nasz miesięcznik zmienił nazwę na: Miesięcznik Społeczno-Kulturalny KREATYWNI i jest już dostępny pod adresem: e-kreatywni.eu
(w najbliższym czasie będzie dostępny pod obydwoma adresami równolegle)



Rosyjskie serce / Agnieszka Dzięcielska

„Obłęd żywi się prawdą”

                        ~ Novalis

 

Idą tu.

Siedzisz w ciemnym pokoju. Pochylasz się nad niewielką Paczuszką, którą masz położoną na kolanach. Kołyszesz się miarowo – w przód i w tył, w przód i w tył, w przód i w tył… Wydajesz się zamyślony, trochę jak w transie. Ale to tylko ułuda – strzelasz białkami oczu po kątach, dłonie Ci drżą, a serce bije jak kościelny dzwon.

            Rozumiem Twoje serce – próbuje wezwać Aniołów z pobliskiej kaplicy. a może i z samego Nieba.

            Obyś się nie przeliczył.

            Ale nie, raczej do tego nie dojdzie… Nadzieja przecież jest tak złudna. Aniołowie nie przylecą. Twój mrok poplątał im skrzydła. Modlitwa na nic się zda. Przykro mi.

            Zostałeś sam.

            Znowu.

            Lecz tym razem noc nie skończy się na paru łzach. Tej nocy demony wyszły z Twego serca i przetrząsają rzeczywisty świat. Słyszysz ich kroki na schodach. Boisz się. Nie wiesz, co robić.

            Wiesz tylko, że musisz chronić Ten Przedmiot, który nie przypadkiem znalazł się w Twoich rękach. Nie chcesz myśleć, jak do tego doszło. Wiesz, że rozpamiętywanie Tamtych Wydarzeń jest ostatnim krokiem do szaleństwa.

            Cicho. Nie mów o tym.

            W Twoim umyśle pojawia się okropna wizja ciemności. Odpychasz marę, lecz ta powraca jak krwiopijczy komar. Pragniesz zapomnieć. Pragniesz uciec.

            Ale nie możesz. Ciało masz gęste i ciężkie jak ołów. Każdy znaczniejszy ruch byłby dla Ciebie wysiłkiem ponad miarę. Potrafisz tylko kołysać się po krótkim łuku. i drżeć jak podczas epileptycznego ataku.

            Nie tak miało być. Dlaczego nie skarżysz się na głos? Dlaczego nie krzyczysz w niebiosa? Powinieneś wołać o pomstę do obłoków, powinieneś wykrzykiwać niesprawiedliwą krzywdę.

            Więc dlaczego milczysz?

            Próbujesz odpowiedzieć na pytanie, które rozległo się w Twojej głowie. Powoli obejmuje Cię Zgroza; jej zimne ręce oplatają się wokół Twoich żeber, długie palce zaciskają się na szyi. Tracisz oddech – usta Lęku wysysają z powietrza tlen, którego potrzebujesz.

            Trans się urywa. Nieruchomiejesz. Nastrój niepokojącego wyczekiwania został zastąpiony przez czyste przerażenie.

            Powoli – bardzo powoli – unosisz dłoń do twarzy. Dotykasz wgłębienia pośrodku policzka. Wzdłuż Twojego kręgosłupa przepływa lodowaty dreszcz.

            Wyczuwasz szczelinę kalającą Twe oblicze. Łączy dziury na kościach jarzmowych z czymś, co kiedyś było ustami.

            Poszerzono Ci uśmiech, by następnie zamknąć go na zawsze. Już nigdy nie zaśmiejesz się w obecności ukochanej przyjaciółki.

            Łukowatą ranę zszyto grubą czarną nicią. Ani skaleczenie, ani miejsca wkłuć jeszcze się nie zrosły, więc czujesz na języku metaliczny smak krwi.

            Krew jest także na Twojej koszulce – cieknie po szyi jak trucizna i zabarwia szarość na czerwono. Kilka szkarłatnych kropli nasączyło bure Zawiniątko…

            Za oknem trzaska piorun. Wiesz, że to niemożliwe, ponieważ w październiku nie ma burz. Wiesz także, że na dworze nie mogą królować ciemności. a panują, chociaż jest południe.

            Coś skłania Cię do odwrócenia głowy i spojrzenia na środek pokoju. Natychmiast żałujesz, że posłuchałeś rozkazu.

            Widzisz Anioła, który sprawił wszystkie dzisiejsze cierpienia. Widzisz przyczynę strachu i bólu. Widzisz i nienawidzisz z całego serca.

            Patrzysz w zimne szare oczy. Nie dostrzegasz w nich ni cienia człowieczeństwa, lecz zauważasz coś nieprzyjemnie znajomego.

            Podobieństwo rysów.

            Co dziwne, nie boisz się. Czujesz tylko wszechogarniającą chęć odebrania zapłaty za krzywdy.

            Z przyzwyczajenia poruszasz ustami, chcąc wyrazić swoją złość. Miast skargi w pokoju rozlega się przykry jęk, gdy szwy rozdzierają Ci skórę.

            Anioł śmieje się bezgłośnie, zawierając w tym milczeniu najokrutniejszą kpinę. Zamiata czarnym płaszczem, brudząc podłogę sadzą. Mruga złośliwie. Znika. w powietrzu jeszcze przez chwilę czuć zapach pogorzelisk i smak słowa „niewinność”.

            Czekasz. Sam nie jesteś pewien, na co. Niczego już nie jesteś pewien. Straciłeś zaufanie do własnych zmysłów. Ponownie paraliżuje Cię lęk. Słyszysz głosy za drzwiami. Są gardłowe, głębokie i zdecydowanie wrogie.

            Twoje serce znów zaczyna bić jak opętane. Uderza coraz mocniej i głośniej, w końcu masz wrażenie, że wybuchną Ci bębenki w uszach. Szyba w oknie także protestuje.

            Wtedy uświadamiasz sobie coś jeszcze. Masz wilgotne dłonie. Mokre są też Twoje uda i pościel dookoła.

            Połączenie faktów jest jak wrzask w świtającym lesie.

            Upiornie powoli sięgasz do Pakunku.

            Rozwijając go, uświadamiasz sobie, że pustka, jaką czujesz w piersi, nie jest metaforyczna.

            Delikatnie dotykasz pulsujące serce.

            W przestrzeni wibruje niemy śmiech Anioła.

            Klamka drzwi opada.

 

 



Utwór dostępny na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0

Print Friendly, PDF & Email 

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS: Nr 19, sierpień 2018


 

 

Please publish modules in offcanvas position.

Free Joomla! template by Age Themes