ISSN 2544-9583



„Odwiedźmy Ziemię” — 01. Prolog / Jakub Piróg

Print Friendly, PDF & Email 

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS: Nr 13,  luty 2018


 


Autor: Jakub Piróg

   




Cześć. Jestem archaniołem.

   Znajdowywałem się akurat w swoim jasnym pokoju kiedy to usłyszałem jakiś hałas z pomieszczenia obok. Wstałem z łóżka rozprostowując się i rozejrzałem.

  Od komnaty bił wręcz śnieżny blask, wszystko było uporządkowane i na swoim miejscu.
I ograniczone do minimum. Miałem tutaj tylko łóżko, szafkę (oczywiście) białą z ubraniami i mały stolik na środku otoczony przez cztery krzesełka z drewna, jak myślicie, jakiej barwy? Postawiłem nogi na chłodnej posadzce i wyjrzałem za okno. Chmury pode mną powoli szybowały i unosiły się prąc naprzód. Wyglądały jak kłęby wełny.

  Z powodu kolejnych hałasów postanowiłem wejść do pokoju mojego przyjaciela, sprawdzić co się dzieje, przechodząc przez niebiański korytarz którego końca widać nie było. Zapukałem. Zezwolenie na otworzenie drzwi które dał mi „sąsiad” było poprzedzona dłuższą ciszą. Wszedłem.

  Ukazał mi się obraz czwórki postaci. Wychudzony, łysy mężczyzna spał w kącie przykryty kołdrą
w kącie a na środku pokoju postać, której płomienie wydostawały się przez oczodoły, pakowała walizkę. Pomagał jej co chwilę pokaszlujący i zaciągający nosem chłopiec w blond włosach. Za okno zaglądała postać w czarnych szatach z kosą w ręku.
   — Wojna, Zaraza, co wy robicie? — spytałem zdziwiony siadając przy identycznym stoliku jak
u mnie.
  — Właśnie miałem cię wołać. Spieprzamy na ziemię — szepnął pod nosem Wojna.
  — Ale po co wam walizka? Przeniosę tam nasze dusze na jakiś czas i tyle.

  Dość często zstępowaliśmy duszami na ziemię aby obserwować ludzi. Tak po prostu. Z ciekawości,
z nudów. Czasem była fajna zabawa. Zaraza zamknęła walizkę a Wojna zmierzył mnie wzrokiem.
  — Nie rozumiesz. Odwiedzimy ją jako ludzie.
  — Haha. Nie możemy.
  — Jezus mógł…
  — Ale my nie możemy.
  — Kto nam zabroni?
  — Ojciec?
  — A kogo on obchodzi? Dajże spokój! Ty też możesz nas tam zabrać.

  I tak oto właśnie Śmierć, Zaraza, Głód oraz Wojna po godzinach namawiania pewnego archanioła, mnie, trafili na ziemię godząc się z tymczasową utratą większości lub też wszystkich mocy, swoich wierzchowców i aktualnego wyglądu. Jednak musiałem zrobić coś źle, coś umknęło mojej uwadze podczas rytuału i… I trafiłem tam razem z nimi. Jedyne co zastałem przy sobie po obudzeniu to mały pojemniczek z nićmi. Będę miał co wspominać, chociaż mam nadzieję, że nie straciłem swoich umiejętności na zawsze. Nici wiążą i przywiązują do siebie. Mimo to nie byłem do nich aż tak chorobliwie przywiązany jak Śmierć do swojej kosy. Pilnował jej jak oka w głowie, a kiedy się obudził to zaczął panikować, że zniknęła, mimo, że była po prostu dwa metry dalej. Te parę sekund paniki było paroma sekundami największej w świecie paniki. Baliśmy się, że jego imię się zmaterializuje w czyny, ale na szczęście ją dostrzegł w końcu. Dla Zarazy najważniejszym przedmiotem jaki wziął ze sobą był naszyjnik z mała fiolką, a dla Wojny łuk. A Głód… Nie mamy jeszcze pojęcia, dalej śpi. Tutaj też jest anorektykiem i tutaj też co chwila traci przytomność. Nie zdążył dobrze wstać jak nagle uderzył o podłogę z hukiem.

Pierwsze godziny spędziliśmy razem ze Śmiercią na żywym dialogu o podłożu filozoficznym na temat istnienia moralności ludzkiej z naszych poprzednich obserwowani. Ustanowiliśmy, że porozmawiamy o tym kiedy dowiemy się więcej o ludziach i ich świecie.

  Uznam to za (bardzo) krótki prolog w swoim dzienniku, lub też swoisty wstęp do naszych przygód na ziemi.

Podpisano, Archanioł Serafin.

(ciąg dalszy nastąpi)



Utwór dostępny na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0

Please publish modules in offcanvas position.

Free Joomla! template by Age Themes