ISSN 2544-9583



Dar księżyca / Julia Joanna Kawka (1)

Print Friendly, PDF & Email 

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS: Nr 11, grudzień 2017


Autorka: Julia Kawka

fragment większej całości:


PROLOG

Państwo Grej z pod numeru siódmego przy ulicy Monro An mogli uważać się za całkiem normalną, królewską rodzinę. Mieszkali w pięknym dworze na przedmieściach Kambery i prowadzili stadninę koni. Mieli dwójkę dzieci: przepiękną, trzynastoletnią córkę Ignes, dziewczynę o długich rudych włosach i czarnych oczach. Była miła, ambitna, wysportowana i przyjacielska. Miała też charakterek. Ignes była zadziorna i miała gadane. Była bardzo ruchliwym dzieckiem i nie umiała usiedzieć w jednym miejscu. Nieraz, gdy nie miała humoru nie słuchała się nikogo. Nikt nie chciał zajść jej za skórę. Uwielbiała robić wszystkim żarty. Nauczyciele nie mogli sobie z nią poradzić. Lubiła grać z kolegami w piłkę nożną. Potrafiła wdać się w bójkę z każdym. Biła się nawet ze starszymi uczniami, ale tylko wtedy, gdy ktoś ją obraził albo sprowokował. Miała dużo koleżanek i kolegów, choć swoją odwagą i humorem bardziej imponowała chłopcom. Uczyła się nawet dobrze chyba, że jej się nie chciało. Od lat jeździła konno… Miała osiemnastoletniego brata Cypriana, którego nazywała Cyp lub Cypek. Był całkowitym przeciwieństwem swojej siostry. Spokojny, dobry chłopak o błękitnych oczach i brązowych włosach nigdy nie sprawiał problemów z wychowaniem. Ignes często zastanawiała się, dlaczego brat znika na całe miesiące, a wraca do domu tylko na wakacje i święta. Dziewczyna często pytała o to swoją mamę Nigrum. Matka zawsze odpowiadała jej, że brat wyjeżdża do szkoły z internatem, ale Ignes nigdy nie mogła zrozumieć, dlaczego brat zostawia ją samą w dowrze. Strasznie była z nim zżyta i brakowało jej go. Ignes jeszcze wtedy nie wiedziała, że za rok pójdzie do tej samej szkoły, co Cyprian. Nie wiedziała też, kim jest naprawdę…

  


  

DZIAŁ PIERWSZY

 Tragedia na morzu

 

- Ignes skarbie, choć na śniadanie.- Krzyknęła mama z dołu.

- Idę.- Odkrzyknęłam, szybko wciągając na siebie swój ulubiony sweter i zeszłam na dół.

- Co na śniadanie?- Zapytałam z nadzieją w głosie.- Czyżby naleśniki?

- Niestety nie, płatki z mlekiem.- Odpowiedział tata nawet na mnie nie patrząc.

- Co? Znowu płatki? Bleeeee…

- Ignes nie wybrzydzaj! Idź zawołaj brata.- Mama popatrzyła na mnie z nadzieją, że chociaż to zrobię bez marudzenia. Wstałam i wyszłam z jadalni.

- Cyp wstawaj, mama każe! – Krzyknęłam wchodząc po białych marmurowych schodach. Otworzyłam drzwi do pokoju brata. Ujrzałam go leżącego na łóżku zawiniętego kołdrą po samą brodę.

- Cyp wstawaj, myślałam, że tylko mnie budzi się na siłę, wstawaj!

Cyprian przekręcił się na drugi bok i jeszcze mocniej zakrył kołdrą.

Ok, taki jesteś? Oj chyba nie wiesz, jaka twoja siora jest kreatywna... Wzięłam telefon brata do ręki i podeszłam do drzwi.           

  - Braciszku jak teraz nie wstaniesz to przeczytam wszystkie twoje wiadomości.    

  - Czy ja wyczuwam szantaż?

  - Owszem braciszku.

  - I tak nie znasz hasła.- Pokazał mi język.

W pokoju rozległ się dźwięk odblokowywania telefonu. Gdy tylko Cyprian się zorientował, że odblokowałam jego telefon od razu zerwał się z łóżka. Wiedziałam, że bratu zależy na odzyskaniu komórki, więc postanowiłam to wykorzystać. Zanim sprowadziłam go do jadalni stwierdziłam, że go trochę rozruszam. Przebiegłam prawie cały dwór, a brat za mną. Gdy już stwierdziłam, że Cyprian jest już całkiem ‘’wśród nas” postanowiłam zbiec do jadalni. W pośpiechu usiadłam na swoje krzesło i odłożyłam telefon chłopaka na jego miejsce.

- Gdzieś ty tak długo była i gdzie masz brata?- Mama popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. W tym samym momencie do kuchni wpadł zdyszany Cyprian.

- Boże dzieci, co wyście robiły? – Teraz popatrzył na nas tata.

- Nic.- Wyszczerzyłam zęby do rodziców- Po prostu Cyp nie chciał wstać, więc musiałam sobie jakoś poradzić.

- Poradzić? Ganiałem cię po całym dworze.- Zbulwersował się zdyszany chłopak.

- Niech zgadnę, zagroziłaś mu – tu tata wskazał na Cypriana-, że przeczytasz jego wiadomości z telefonu?

- Tato znasz mnie na wylot – zaśmiałam się

- Może jestem trochę na ciebie zły za takie nagłe wyciągnięcie mnie z łóżka, ale przyznać muszę, że kreatywna to ty siostra jesteś. – Cyprian podszedł do mnie i wytargał mi włosy. Wszyscy zaczęli się śmiać.

- Zostaniecie sami, my wyjeżdżamy by załatwić sprawy w Ministerstwie. Wyjazd może się przedłużyć i możecie zostać sami nawet 3 dni, ale nie martwimy się o was wiemy dobrze, że sobie poradzicie.- Mama zabrała się do jedzenia.

- Tak długo?- Zapytaliśmy chórem.

- No niestety, ale sobie poradzicie, wierzę w to.- Powiedziała z troską w głosie mama.

Wszyscy zjedli śniadanie i rodzice zaczęli przygotowywać się do wyjazdu.

- Musicie płynąć? – Oczy mi się powiększyły.- Proszę nie, a jak coś się stanie, jak na morzu będzie sztorm?

- Spokojnie Igniś nic się nie stanie.- Zapewnił mnie tata.

Ostatni raz przytuliliśmy rodziców i pozwoliliśmy im wyjść poza bramy dworu.

- Ignes Nigrum Grej, proszę słuchać się brata! – Krzyknęła mama.

- Tak jest kapitanie! – Zaśmiałam się stając na baczność i salutując.

- Ignes…. Mama nie żartowała – Tym razem odezwał się tata.

- Ja też… - rodzice odwrócili się, aby wejść do powozu.- Chyba…

- Słyszałem! – Powiedział tata nawet nie odwracając się do mnie twarzą.

Gdy rodzice weszli już do powozu mama krzyknęła: - Opiekuj się siostrą Cyprian.

- Zawsze i wszędzie - krzyknął cały czas machając.

Gdy powóz zniknął nam z oczu wróciliśmy do domu.

- To, co robimy braciszku?- Upadłam z trzaskiem na kanapę w salonie.

- Hmmmm…..Masz jakiś pomysł? – Brat upadł obok mnie.

-To może….?

- Kakao! - Powiedzieliśmy w tym samym momencie. Zaczęliśmy się śmiać. Cyprian wstał i podał mi rękę. Skorzystałam z tego i chwyciłam go. Brat podciągnął mnie i już po chwili stałam na nogach. Skierowaliśmy się w kierunku kuchni.  Wstawiłam mleko na gaz, a Cyp w tym czasie wsypał kakao do kubków.

- Przyjdzie dzisiaj Lusi?- Zapytałam mieszając mleko

- A przyjdzie, przyjdzie.

- A wy, od kiedy jesteście razem?

- No będzie z cztery miechy.

- Serio już tak długo?

- No tak, czas leci jak szalony… Czujesz jak coś śmierdzi?

Popatrzyłam na niego. Oczy mi się powiększyły.

- Mleko!- Krzyknęłam

Podbiegłam do garnuszka i zaczęłam mieszać.

- Uff… Tylko zaczęło się przypalać.- Odetchnęłam z ulgą.

-To dobrze.

Po chwili zalałam kakao. Cyprian wziął je do ręki i przystawił do ust.

- E… E… E… jeszcze nie.- Wzięłam kubek z jego ręki i odłożyłam na blat.

- Ale…

Wyciągnęłam z szafki pianki.

- Ty to masz dobre pomysły siostra.

Wrzuciłam po trzy pianki do każdego z kubków. Skierowaliśmy się do pokoju. Wzięłam kocyk i owinęłam się szczelinie. Usiadłam na kanapę. Cyprian usiadł obok mnie i zaczął opowiadać historie z mojego dzieciństwa. Nagle do drzwi zadzwonił dzwonek.

- Lusi!- Cyprian wybiegł z pokoju by otworzyć drzwi.

- Cześć, cześć.- Do pokoju weszła blondynka o zielonych oczach.

- Witam pannę Lusi.- Zaśmiałyśmy się.

Popatrzyłam na zegarek, była 20:30.

- Lusi zostaniesz na noc?- Teraz do pokoju wszedł Cyp.

- A z miłą chęcią. – Uśmiechnęła się od ucha do ucha.

- Super!- Ucieszył się.

Posiedzieliśmy jeszcze chwile. Oparłam głowę o oparcie kanapy. Zrobiłam się senna. Co jakiś czas chyba nawet urywał mi się film.

- Siostra ty się chyba śpiąca robisz, co?

- Co?… A… tak, tak…

- No to śmigaj na górę.

- A która godzina?

- 22:30.

Nawet nie odwijając się z koca poszłam na górę. Wzięłam moją ulubioną piżamę w pandę i poszłam się umyć. Z łazienki wyszłam tak zaspana, że ledwo trafiłam do łóżka.

 

*

 

Rano obudziły mnie słowa:

- Ignes guptaku wstawaj!

- Nigdzie nie idę, zostaje w łóżku!- Obróciłam się tylko na drugi bok.

- Idziesz, idziesz Lusi uszykowała śniadanie.

- To wy zjedzcie ja za chwilę przyjdę. Pięć minut ok?

- Pięć minut dawałem ci pięć minut temu.

- No to jeszcze raz…

- Jak jeszcze raz dałbym ci pięć minut to było by to już czwarty raz.

- Ja dzisiaj nie wstaje!

Nagle poczułam, że kołdra zsuwa mi się z ciała. Byłam tak szczelnie owinięta, że zsuwałam się z razem z kołdrą. Po chwili leżałam już na ziemi.

- CYPRIAN! – Krzyknęłam.

- No, co musiałem sobie jakoś poradzić.- Wyszczerzył do mnie zęby.

Wziął mnie na barana i zaniósł do kuchni. Usiadłam na krześle i popatrzyłam na zegarek.

- Co? 9:00? Oszalałeś budzić mnie tak wcześnie!- Wytargałam mu włosy.

- Och Igi, nie przesadzaj, to odpowiednia godzina na śniadanko.- Powiedziała Lusi podchodząc do stołu z patelnią w ręce.

Westchnęłam.- A chociaż co jest na śniadanie? – Popatrzyłam na patelnię.

- Coś, co lubisz- Lusi nałożyła mi na talerz dwa naleśniki.

- Jejku Lusi jesteś wielka!- Uśmiechnęłam się.

- I co?- Odezwał się Cyprian.- Warto było wstać?

Nie odpowiedziałam nic, bo już pałaszowałam jednego z naleśników.

 

*

 

Był słoneczny wakacyjny dzień, więc postanowiliśmy pojechać nad jezioro.

Kąpaliśmy się, chlapaliśmy i graliśmy w jeden z moich ulubionych sportów, czyli w siatkówkę. Ja i pan ratownik kontra Cyprian i Lusi. Wygraliśmy 2: 0 w setach. Było cudownie, lecz jedna rzecz mnie niepokoiła. Niektórzy ludzi dziwnie się na nas patrzyli.

Wróciliśmy do domu pod wieczór. Cali roześmiani wpadliśmy do salonu.

Nagle do okna dziobem zapukał gołąb. Lusi z Cyprianem popatrzyli na siebie. Cyprianowi oczy się powiększyły. Wyglądał jak mały szczeniaczek. Podszedł do okna i wpuścił gołąbka do domu. Odwiązał list z pieczęcią ministerstwa i dał ptaszkowi w nagrodę kilka kruszynek. Gołąb wyleciał przez otwarte okno a Cyprian zaczął otwierać list. Po kliku chwilach brat przeczytał wiadomość. Oczy jeszcze bardziej mu się powiększyły i napłynęły do nich łzy. Podeszła do niego Lusi i go przytuliła. Cały czas patrzyłam na to w milczeniu.

- O co chodzi?- Spytałam. Nikt mi nie odpowiedział, więc powtórzyłam tylko głośniej. - O co chodzi?

Podeszłam do brata i wyrwałam list, był zaadresowany tak:

    Sz. P. Ignes i Cyprian Grej

  1. Monro An 7

                                                         Kambery

 Przestraszyłam się, powoli wyciągnęłam list z koperty. Cały czas czułam na sobie wzrok brata

 

  Szanowni P. Grej

  Ze smutkiem zawiadamiamy, ze państwa rodzice ulegli wypadkowi na morzu. Niestety lekarzom nie     udało się uratować ich życia.

 Składam kondolencje i wyrazy współczucia.

                             Minister Księstwa Lorenc Goldenover

 

 

 Popatrzyłam na brata moimi czarnymi załzawionymi oczami. Upadłam na kolana.

- To niemożliwe. – Wyszeptałam.- Niemożliwe.

Podbiegł do mnie brat i Lusi, przytulili mnie. Siedzieliśmy tak chyba godzinę. Czułam jak łzy brata spływają mi po szyi. Zasnęłam w tej pozycji. Rano obudziłam się w swoim łóżku ucieszona, że rodzice dzisiaj przyjadą wybiegłam z łóżka. Już chciałam otworzyć drzwi, rękę trzymałam na klamce, gdy zorientowałam się, że nie żyją i z płaczem rzuciłam się na łóżko. Po dwóch godzinach podniosłam głowę zobaczyłam, ze jest 11:57. Poszłam, więc na dół, od wczoraj popołudnia nic nie jadłam. Gdy byłam już na parterze, weszłam do jadalni nikogo nie było, zajrzałam do kuchni, tam też nie było nawet żywej duszy. Usiadłam na krześle w jadalni i podkuliłam nogi. Mój brzuch się buntował i burczał na cały głos. Postanowiłam jednak, że coś zjem. Podeszłam do szafek, otwierałam każdą po kolei. Nie było nic, na co miałabym ochotę. Nagle w ostatniej szafce ujrzałam słoik z ciastkami. Była na nim karteczka

 

                                                   

   Smacznego dzieci, tylko nie

                                                      Zjedzcie wszystkiego od razu;)

                                                                  MAMA

 

Łzy po raz kolejny dzisiaj napłynęły mi do oczu. Wzięłam słoik do ręki i usiadłam na kanapie w salonie. Odkręciłam go powoli i wzięłam jedno do ręki. Pachniało tak cudnie jak zawsze. Przypomniało mi się jak byłam mała to pomagałam mamie piec te ciastka. Rodzicielka zawsze sadzała mnie na blacie i pozwalała miksować ciasto. Później jak nie patrzyła to oblizywałam mieszadełko od miksera. Gdy zauważyła, że tak robię zawsze mówiła:

- Igniś kochanie, bo będzie cię bolał brzuszek, nie je się surowego ciasta.

A ja zawsze odpowiadałam

- Mamo a Cyprian mówi, że dorośli tak mówią, żeby mieć więcej dla siebie.

Wtedy mama głaskała mnie po głowie i zsadzała z blatu. Rozwałkowywała ciasto i dawała mi szklankę. Wtedy ja wkraczałam do akcji i wyciskałam z ciasta całkiem zgrabne koła. Potem wkładałyśmy czekoladę do torebki papierowej i …. Uderzałyśmy w nią młotkiem, aby się pokruszyła. Po całej robocie zostało najlepsze, czyli obsypanie ciastek czekoladą i czekanie przy piekarniku, aż się upiecze. Po około dwudziestu pięciu minutach mama wyciągała pyszności z piekarnika. Były strasznie gorące, więc mama nie pozwalała jeszcze ich jeść. Kazała mi iść do pokoju, żeby zapachy mnie nie korciły. Zawsze marudziłam, ale wykonywałam polecenie rodzicielki. Po dziesięciu minutach mama wołała:

- Dzieci ciastka już można jeść!

Wtedy wychodziłam z pokoju i stałam w drzwiach, tak samo robił Cyp.

Wtedy mówiłam:

- Nawet o tym nie myśl!

I po jakieś sekundzie ścigaliśmy się do kuchni. Raz nawet utknęliśmy w drzwiach. Było wtedy śmiesznie, bo tata nie mógł przejść do kuchni, załamany poszedł przez dwór i wszedł tylnymi drzwiami.

- Chociaż raz jestem pierwszy.- Powiedział zadowolony i wziął pierwsze ciastko. 

Rodzice usiedli wtedy wygodnie na krzesłach i patrzyli jak siłujemy się w drzwiach, aby się wydostać.

 

- To były czasy.– Pomyślałam. Wzięłam wtedy ciastko i włożyłam je do buzi. Już po pierwszym gryzie poczułam tą rodziną atmosferę, ciepły kominek i gorące kakao z piankami. Po chwili do pokoju wszedł Cypek przytulił mnie na ‘’Dzień Dobry” i usiadł obok mnie. Dopiero po chwili zorientował się, ze w ręce trzymam słoik z naszymi ulubionymi ciastkami. Ukradł mi nie jedno ciastko, ale cały słoik.

- Skąd ty to masz? – Cyprian zaczął chrupać już drugie ciastko.

- Znalazłam w szafce.- Odpowiedziałam przez łzy.

- Wiesz, jeszcze wczoraj Minister zaciągnął mnie do siebie. Ustanowili mnie twoim prawnym opiekunem.

- Super.

Przytulił mnie i zaproponował herbatę. Zgodziłam się. Wzięłam napój i ruszyłam w stronę pokoju na poddaszu. Było tam cicho i przytulnie. Był śliczny pomarańczowy dywan. Dużo książek. Miękki i wygodny hamak. Kominek i pufa. Lubiłam tam przebywać w trudnych dla mnie chwilach. Po drodze do mojego azylu natknęłam się na Lusi.

- Jak tam samopoczucie mała? – Spytała z troską matki w głosie było to dla mnie trochę dziwne.

- A jakoś leci.

 

 

Ale tragedia na morzu.

I tak w żałobie minął rok..


ciąg dalszy nastąpi...



Utwór dostępny na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0

Please publish modules in offcanvas position.

Free Joomla! template by Age Themes