Jesień / Natalia Gierczyńska

Print Friendly, PDF & Email

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS
Nr 10, listopad 2017


Autor: Natalia Gierczyńska

Październik. Lubię ten miesiąc. To początek jesieni, takiej polskiej i złotej. Liście drzew przybierają różne, piękne kolory. Świat wygląda jak bajka. Przechodzisz jakąś alejką i dzięki tym niesamowitym kolorom czujesz się jak księżniczka Disney’a. Brakuje tylko wesołej, rytmicznej melodii, do której mogłabyś bezkarnie podskakiwać, a ludzie nie mieliby cię za wariatkę. I chociaż czasami bywa ponuro i deszczowo, to dzięki złocistym liściom nie można narzekać na brak witaminy D.

Jesień zazwyczaj kojarzy się z depresją, zimnem i kaloszami. Dla mnie jesień to coś więcej. Wraz z babim latem pojawiłeś się TY. Chudy i blady jak te nici, o niezwykle błękitnych oczach, pozwoliłeś zaplątać się w swoją sieć. Siła przyciągania była tak wielka, że nie mogłam się oprzeć. Odkąd po raz pierwszy dostrzegłam CIĘ z okna w moim pokoju, nie mogłam przestać o TOBIE myśleć. Stałeś się moim narkotykiem, moim promykiem słońca.

Choć pewnie nie zdawałeś sobie z tego sprawy, to byłeś tak onieśmielający, że nie miałam odwagi do CIEBIE podejść. Przez pierwszy tydzień obserwowałam z okna jak wchodzisz i wychodzisz z akademika. Znałam na pamięć ścieżkę, którą podążysz. Obserwowałam każdy TWÓJ krok, każdy ruch TWOICH włosów na jesiennym wietrze. Czekałam aż zdarzy się okazja, gdy miniemy się na schodach albo korytarzu uczelni. Liczyłam na to za każdym razem, gdy opuszczałam pokój. Myślałam, że ten moment już nigdy nie nastąpi. Popadłam w małą paranoję. Zakochiwałam się w TOBIE nawet CIĘ nie znając, nie wiedząc o TOBIE prawie nic.

Jednak los chciał, że w końcu się spotkaliśmy. Nie zrobiłam na TOBIE dobrego pierwszego wrażenia tak, jak planowałam. Schodziłam po schodach, bujałam w obłokach i nawet nie zorientowałam się, że pozostało mi jeszcze kilka stopni. Upadłam, a kubek z kawą wylądował na moich spodniach. Domyślam się, że wyglądało to komicznie i pewnie tłumiłeś śmiech, jednak okazałeś troskę, a na TWOJEJ twarzy malowało się przerażenie. Chciałeś mnie odwieź do szpitala, co bardzo doceniam. Ta chwila, jedno spotkanie pokazało, jak dobrym jesteś człowiekiem. Nie potrzebowałam innych dowodów. Byłeś wspaniały.

Choć byłeś trochę nieśmiały, nasza znajomość rozwijała się dość szybko. Urzekłeś mnie troskliwością, uczciwością i tymi wiecznie wesołymi oczami. Poznałeś mnie ze swoimi znajomymi. Odnajdowałeś mnie nawet w najgłębszych zakamarkach naszej uczelni tylko po to, żeby mnie pocałować. Wszyscy zazdrościli nam naszej miłości. Każda dziewczyna marzy o facecie takim, jak TY. Ja też o TOBIE marzyłam. Wiedziałam, że jesteś mężczyzną z moich snów, moim przeznaczeniem.

Najbardziej kochałam w TOBIE to, że nie bałeś się spełniać moich marzeń. Nawet tych najbardziej abstrakcyjnych, oderwanych od rzeczywistości, zaczerpniętych z książek miłosnych i romantycznych filmów. Któż jak nie TY zabierałby mnie na długie spacery, na plac zabaw o północy? Któż serwowałby mi na śniadanie ciasto i kawałki mojej ulubionej czekolady? Któż jak nie TY poświęciłby cały weekend na maraton serialu z lat 90 – tych? A wszystko po to, by zobaczyć mój uśmiech. Sprawić, by moje życie, tak jak te wczesnojesienne liście, nabrało kolorów. Dawałeś mi wszystko, czego potrzebowałam. Zakochałam się w TOBIE bez pamięci, bez zastanowienia. Nie mogłam postąpić inaczej.

A TY odszedłeś tak bez słowa wraz z opadającymi liśćmi. Nie mogłam uwierzyć w szybkość przemijania. Przecież mieliśmy być razem już na zawsze. Byliśmy sobie przeznaczeni. Pasowaliśmy do siebie. Nie potrafiliśmy bez siebie żyć. Dzień bez CIEBIE był dniem straconym. Z końcem listopada straciłam wszystko. W moim życiu już zawsze panować będzie jesień – ta szara, deszczowa, chłodna i ponura. Tęsknię za TOBĄ. Wierzę, że jeszcze kiedyś się spotkamy.



Utwór dostępny na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0

Free Joomla! template by Age Themes