Potężna moc / Natalia Gierczyńska

Print Friendly, PDF & Email  

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS
Nr 07, SIERPIEŃ 2017 r.


autor: Natalia GierczyńskaPojawiłeś się nie wiadomo skąd. Nagle. Z podbitym okiem, podartą koszulką i zmierzwionymi włosami. Twój wzrok był nieco smutny i przestraszony. Mogłeś wzbudzać lęk. Stałam przy trzepaku i patrzyłam, jak się do mnie zbliżasz, nieco przyspieszonym krokiem. Obserwowałam Cię z uwagą, bo nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. A było pewne, że zmierzasz do mnie.

Kiedy byłeś już na tyle blisko, poczułam zapach dymu, którym byłeś przesiąknięty. Skrzywiłam się, bo kojarzył mi się z pochmurną jesienią. Drgnęłam, kiedy usiadłeś na rurce trzepaka. Z bliska wyglądałeś tak młodo, a jednak blizny na twojej twarzy mówiły, że przeszedłeś tak wiele.

- Nie możesz tu zostać – powiedziałeś chrapliwym głosem.

- Dlaczego?

- Grozi ci niebezpieczeństwo.

- Skąd mam wiedzieć, że to ty nim nie jesteś?

- Agnes, posłuchaj…

- Skąd znasz moje imię? – przerwałam mu ze złością.

- To skomplikowane. Nie ma czasu na wyjaśnienia.

- Nic z tego nie rozumiem.

- Chodź ze mną. Tam, gdzie pójdziemy będzie twoja rodzina.

- Co się tutaj dzieje? – krzyknęłam ze zdenerwowaniem.

Mojej rodziny nie było w mieszkaniu. To dlatego stałam przy starym trzepaku mimo tego, że zbliżała się burza. W oddali było słychać już grzmoty i szum drzew z pobliskiego lasu. Nie miałam kluczy. Nigdy ich ze sobą nie zabierałam, bo zawsze ktoś był w mieszkaniu. Rzeczywiście działo się tu coś podejrzanego i chyba niezbyt dobrego. Trzęsąc się ze strachu, złapałam Twoją dłoń, a Ty pociągnąłeś mnie za sobą w stronę lasu.

Jeszcze nigdy tak się nie bałam. Nadchodząca burza potęgowała mój lęk. Dotarło do mnie, że zaufałam obcej osobie, nie mając pewności, że stoi po dobrej stronie. Do oczu napłynęły łzy, z którymi próbowałam walczyć. Rozmywały mój wzrok, przez co straciłam ostrość widzenia i potykałam się co drugi krok.

Nagle coś powaliło mnie na ziemię. Przez chwilę tkwiłam z twarzą przy korzeniach drzew, próbując otrząsnąć się z szoku. Zobaczyłam Ciebie leżącego kilka metrów dalej. Obok poruszali się jacyś ludzie, ogromni, z nagimi torsami, na których widać było zarys ich mięśni.

„Uciekaj!” – zawołałeś. Nie chciałam Cię tam zostawiać. Zdążyłam Cię polubić, a poza tym, nie wiedziałam dokąd zmierzaliśmy. Przy pierwszej okazji wyszarpnęłam się z gorylego uścisku i ruszyłam przed siebie. Biegłam, nie oglądając się do tyłu. Skupiałam się tylko na tym, aby moje nogi nie przestały ruszać się w tempie, które im narzuciłam. Coraz liczniejsze krople zaczęły się przedzierać przez korony drzew. Ściółka zrobiła się ślizga. Słyszałam za sobą oddech mężczyzn, którzy ścigali mnie z nieznanych mi powodów. Czułam, że brakuje mi sił. Z trudem łapałam oddech. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam, że jeden z nich jest tuż za mną. Spanikowana spojrzałam przed siebie, rozpaczliwie szukając drogi ucieczki. Nagle zobaczyłam ścieżkę, w którą postanowiłam niespodziewanie skręcić. Mój ruch okazał się zbyt gwałtowny i poślizgnęłam się na mokrym mchu. W jednej chwili straciłam równowagę i zaczęłam toczyć się w dół ze zbocza. Uderzałam o krzewy i inne zarośla. Nie myślałam o bólu. Robiłam wszystko, żeby się zatrzymać, a dźwięk deszczu przeszył Twój krzyk.

Kiedy się ocknęłam, leżałam pod przesiąkniętym zapachem pleśni kocem. Czułam się zmęczona, a ból przeszywał całe moje ciało. W ustach czułam posmak krwi. Mrok rozświetlała świeca stojąca obok mojej głowy. Mimo zawrotów i powstrzymywania odruchu wymiotnego, usiadłam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wyglądało na to, że była to piwnica, pełna pajęczyn i przedmiotów zakrytych starymi prześcieradłami. W kącie dostrzegłam postać siedzącą z pochyloną głową.

- Mama? – zapytałam, dziwiąc się, że mój głos brzmiał tak słabo.

- Kochanie, nareszcie się ocknęłaś – podbiegła do mnie. – Jak się czujesz?

- Wszystko mnie boli, ale to nie jest teraz najważniejsze. Powiedz mi, co się tutaj dzieje? Dlaczego grozi nam niebezpieczeństwo? Nic z tego nie rozumiem.

- Wiem, to wszystko jest bardzo skomplikowane. Powinniśmy dawno ci o tym powiedzieć.

- O czym?

- Nie mamy teraz czasu na szczegółowe wyjaśnienia. Widzisz, twój ojciec pochodzi z potężnego rodu istot, które stworzone zostały po to, by chronić naszą planetę, czuwać nad jej bezpieczeństwem. Posiadają ogromną moc, która wykorzystana w nieodpowiedni sposób może prowadzić do zagłady ludzkości i zniszczyć całą planetę. Moc ta doprowadziła do wybuchu drugiej wojny światowej i gdyby nie szybka reakcja twoich przodków, świat nie miałby prawa teraz istnieć. Niestety większość z nich zginęła, a ród podzielił się na dwie grupy – członków, którzy wykonują swoją misję i tych, którzy tego nie robią. Ci drudzy wykorzystują swoją moc dla osiągania własnych celów, dla władzy. Jak się domyślasz, przedstawiciele tej pierwszej grupy są nieliczni. Dlatego grozi nam niebezpieczeństwo. Wszystkim nam grozi śmierć, a światu zagłada.

- Ja też mam taką moc?

- Masz, tylko nie jesteś jej świadoma, dlatego jeszcze się nią nie posługujesz.

Od taty dowiedziałam się, że musimy działać szybko. Z każdym kolejnym dniem sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Było dość prawdopodobne, że przez swoją nieostrożność zdradziłam naszą obecną kryjówkę, dlatego rozpoczęto przygotowania do przenosin w inne miejsce. Dowiedziałam się też, że Ty, Adrianie, byłeś za mnie odpowiedzialny, że już od kilku lat czuwałeś nad moim bezpieczeństwem. Zaczęłam treningi. Odkrywanie mocy było wspaniałym, ale też czasochłonnym zajęciem. Nie było łatwo jej odkryć, a jeszcze trudniej było nad nią zapanować. Nigdy nie przypuszczałam, że będę potrafiła wzrokiem podnosić przedmioty, czytać w myślach innych ludzi, rozumieć mowę zwierząt, a nawet kogoś zahipnotyzować. Czasami przerażało mnie to, że potrafię takie rzeczy.

Podczas tych wszystkich przygotowań do przeprowadzki, a później do walki z wrogiem, zostałeś uznany za zaginionego. Nie wiem dlaczego, ale bardzo zależało mi na tym, żeby Ciebie odnaleźć. Wierzyłam, że żyjesz. Posiadałeś zbyt dużo informacji, aby wróg Cię zabił. Czasami w snach widziałam, jak mówisz, żebym uciekała, z grymasem bólu na Twojej poranionej twarzy. Nie zasłużyłeś na to. Przyrzekłam sobie, że Cię odnajdę. Proszę, wytrwaj.



Utwór dostępny na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0


Natalia Gierczyńska

Pasjonatka siatkówki i fotografii. Amatorsko gra na gitarze i pisze odkąd tylko pamięta. Wieczna marzycielka i idealistka. Chce zarażać pozytywną energią każdą osobę, którą napotka na swojej drodze. ZOBACZ WIĘCEJ

 

 

 
 

Free Joomla! template by Age Themes