Zakochać się latem / Natalia Gierczyńska

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS: Nr 06, LIPIEC 2017 r.


Wiele razy słyszałam, że porą roku, która sprzyja miłości jest wiosna. Kiedy o tym myślę i zamykam oczy, w mojej głowie pojawiają się liczne obrazki z Internetu przedstawiające budzącą się do życia przyrodę, która z pewnością wyzwala w ludziach większy entuzjazm i chęć do działania. Po zimie wszyscy są stęsknieni za ciepłymi promieniami słońca, za zapachem kwiatów i za tym cudownym, pachnącym powietrzem. Może to z powodu tej tęsknoty ludzie szukają w swoim życiu czegoś nowego. Może chcą, aby pojawił się w ich życiu ktoś nowy. Dla mnie wiosna również wydawała się czasem na znalezienie miłości. Jestem typem niepoprawnej romantyczki, która wierzy w to, że pierwszy pocałunek jest przypieczętowaniem związku, że oglądanie zachodu słońca z ukochaną osobą jest najpiękniejszą rzeczą na świecie, że słowa „kocham cię” są obietnicą na lepsze jutro. Wiosna to idealny czas na rozkwit miłości. Szkoda tylko, że o tej porze roku zawsze byłam sama, a moim jedynym towarzyszem był katar alergiczny. Mimo tego, że bardzo chciałam zakochać się wiosną, nigdy mi się to nie udało. Okazało się, że miłość zjawiła się latem…

Po kolejnym miłosnym zawodzie nie szukałam już potencjalnego kandydata na chłopaka. Owszem, denerwowało mnie to, że wszyscy dookoła mają swoją drugą połówkę. Nawet gołębie siedzące na gałęzi drzewa przed moim oknem wydawały się być zakochane. Miałam tego dosyć. Pozbierałam się po ostatnim „związku”. Dotarło do mnie, że chłopak, którym się zauroczyłam był kompletnym dupkiem i niepotrzebnie zmarnowałam dla niego trzy miesiące mojego życia. Teraz byłam mądrzejsza. W międzyczasie umówiłam się z kolejnym, ale skończyło się tylko na jednym spacerze. Chyba podczas naszego poznania zrobiłam na nim większe wrażenie niż na „randce”. Zaczęło się lato, wakacje, a ja kompletnie nie miałam pomysłu na życie. Przez pierwszy tydzień lipca nie wychodziłam z domu. Zaszyłam się w swoim pokoju, a wolny czas przeznaczyłam na czytanie powieści, oglądanie komedii romantycznych i objadanie się lodami czekoladowymi aż do bólu brzucha. Nie był to najlepszy okres mojego życia.

Wszystko zmieniło się w jakże niepozorny lipcowy wieczór. Zadzwoniła do mnie Dorota – koleżanka ze studiów. Namawiała mnie na imprezę w mieszkaniu jej chłopaka. Nie miałam ochoty tam pójść. Wiedziałam, że prędzej czy później koleżanka mnie zostawi i podejrzewałam, że będę jedyną singielką na tej imprezie. To było przerażające uczucie. W ogóle w planach miałam pochłonięcie kolejnego pudełka lodów i nocny maraton filmowy. Jednak Dorota nie dawała za wygraną. Powiedziała, że będzie tam kilku naszych znajomych. Przekonała mnie wymieniając imię jednej z koleżanek, która też nie miała chłopaka. Zaczęłam szykować się do wyjścia. Byłam strasznie zaniedbana, więc zajęło mi to mnóstwo czasu, ale zdążyłam ze wszystkim. Ostateczny efekt określiłam na zadowalający. Pojechałam autobusem do Doroty. Była u niej Agnieszka, na której widok bardzo się ucieszyłam. Razem z dziewczynami poszłyśmy do mieszkania Pawła. Nie miałam żadnych przeczuć dotyczących tego wieczoru. Czułam się raczej skrępowana i trochę onieśmielona towarzystwem ludzi, których nie znałam. Na początku sączyłam drinki z Agnieszką i tylko się przyglądałyśmy. Głośna muzyka zagłuszała naszą rozmowę. Średnio mi się to wszystko podobało. Z upływem czasu pojawiało się coraz więcej osób i myślałam, że popłaczę się, gdy okazało się, że moja jedyna towarzyszka odchodzi w kierunku jakiegoś chłopaka. Zostałam całkowicie sama nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Pojawili się jacyś chłopacy, których kojarzyłam z uczelni. Zaczęliśmy rozmawiać.

Kiedy pojawił się pomysł wyjścia do klubu, miałam ochotę wracać do domu. Większość gości wyszła wcześniej. Zostałam z Dorotą i Pawłem aby pozamykać okna w mieszkaniu. Następnie poszliśmy do klubu. Jednak tuż po przekroczeniu jego drzwi, zostałam zupełnie sama. Czułam się skrępowana. Rozejrzałam się dookoła. Przy barze zobaczyłam trzech chłopaków z imprezy. Podeszłam do nich po chwili zastanowienia.

- Hej – krzyknęłam, bo muzyka była głośna. – Może chcielibyście zatańczyć?

- Wiesz, nie potrafimy zbyt dobrze – zaczął tłumaczyć się jeden z nich.

- Proszę… Wszyscy mnie zostawili – mój głos błagał o taniec.

Chłopcy uśmiechnęli się tylko. Zrezygnowana usiadłam na kanapie niedaleko baru. Na chwile spuściłam wzrok, a kiedy go podniosłam, zauważyłam, że jeden z chłopaków zmierza w moim kierunku. Byłam zszokowana. Wysoki, przystojny, nienagannie ubrany. Ukłonił się lekko i wyciągnął rękę w moim kierunku.

- Czy można prosić panią do tańca? – zapytał.

- Ależ oczywiście – odpowiedziałam z uśmiechem.

Poszliśmy na parkiet. Byłam raczej kiepską tancerką, ale w jego ramionach czułam się tak pewnie i bezpiecznie, że wiedziałam iż nie upadnę. Wydaje mi się, że zaiskrzyło między nami od razu. Rozmawialiśmy trochę i okazało się, że mieliśmy sporo wspólnych tematów. Przetańczyliśmy całą imprezę. Wygłupialiśmy się tak, jakbyśmy znali się od wielu lat. W jego towarzystwie czułam się wyjątkowa.

Razem z Agnieszką, Dorotą i chłopakami wracaliśmy do domów. Dziewczyny trzymały za rękę swoich wybraków. Ja szłam obok Michała dumna z tego, że poznałam kogoś tak wspaniałego. W pewnym momencie nasze ręce splotły się ze sobą. Przeszedł mnie dreszcz. Spojrzałam na mojego towarzysza. Uśmiechnął się lekko. Wydawało się, że ta sytuacja wcale go nie krępuje. Był taki zrelaksowany. Odprowadził mnie do domu żegnając niewinnym całusem w policzek. To było niesamowite. Nie mogłam zasnąć przez resztę nocy. Sen zmorzył mnie dopiero o siódmej rano, kiedy miasto budziło się do życia. Tuż po południu obudził mnie dźwięk telefonu. Usłyszałam głos Agnieszki, która w niesamowicie szybkim tempie opowiadała o chłopaku, z którym przetańczyła noc. Równie dobrze mogłam opowiedzieć jej, jaka ja byłam szczęśliwa. Nie powiedziałam jednak ani słowa, gdyż wiedziałam, że koleżanka nie jest w stanie wyobrazić sobie ogromu mojego szczęścia. Czułam się, jakbym była w siódmym niebie.

Po obiedzie ktoś zapukał do drzwi. Kiedy je otworzyłam, nie wierzyłam własnym oczom. Był to Michał z bukietem róż w ręce. Zapytał, czy może wejść. Wpuściłam go do mieszkania bez wahania.

- Wczoraj zapomniałem poprosić o Twój numer telefonu – przyznał ze smutnym wyrazem twarzy. – Na szczęście pamiętałem, gdzie mieszkasz. Tak bardzo chciałem cię zobaczyć. Proszę, to dla ciebie – wręczył mi kwiaty z szerokim uśmiechem na ustach.

- Dziękuję – wyszeptałam zaskoczona.

To, że Michał był w moim mieszkaniu było jak piękny sen. Nie mogłam w to uwierzyć. Życie stało się bajką. Z radości nie mogłam się na niczym skupić. Cały czas coś wypadało mi z rąk i mówiłam bez opamiętania, często nie zastanawiając się nad sensem słów. Obejrzeliśmy film, posłuchaliśmy muzyki. Było bardzo miło. O czymś takim zawsze marzyłam. I marzyłam też o takiej osobie jak Michał. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Z każdą chwilą zachwycał mnie coraz bardziej. Miał wyjątkowe, piękne oczy, bujne włosy, smukłe palce u rąk… Jego kolor skóry był taki złocisty, a przecież wakacje dopiero się zaczęły. Upewniałam się w przekonaniu, że to jego szukałam przez całe życie.

Wieczorem, po późniejszej niż zwykle kolacji, siedzieliśmy na kanapie przed telewizorem. Próbowałam skupić się na filmie, ale prawie mi to nie wychodziło. Kątem oka widziałam, jak chłopak studiuje moją twarz. Po dłuższej chwili wpatrywania się we mnie, odgarnął niesforne kosmyki włosów z mojego policzka, dotknął mnie lekko, a kiedy się obróciłam, nasze usta połączyły się ze sobą. Jeszcze nigdy nikt nie pocałował mnie tak lekko i subtelnie. Wydawało mi się, że pocałunek trwał wieczność. Kiedy się od siebie odsunęliśmy, chłopak patrzył na mnie z wielkim uśmiechem.

- Nareszcie mogłem to zrobić – powiedział, a uśmiech nie znikał mu z twarzy.

- Dlaczego akurat teraz? – spytałam, chcąc wiedzieć, co ma na myśli.

- Bo teraz wiem, że będziemy razem już na zawsze. Kocham cię.

Od tamtego pocałunku moje życie bardzo się zmieniło. Cieszyłam się, że były to zmiany na lepsze. Po raz pierwszy w życiu poczułam, jak to jest mieć motyle w brzuchu. Takie uczucie nie towarzyszyło mi podczas poprzednich zauroczeń. Wiedziałam, że ten chłopak jest wyjątkowy. Szybko zaczął być moim chłopakiem, a ja jego dziewczyną. Przy nim czułam się zupełnie swobodnie, mogłam dzielić się z nim dosłownie wszystkim. Uwielbiałam, gdy przynosił mi kwiaty, gdy świętowaliśmy każdy miesiąc naszego związku. W sumie nie potrafiliśmy ustalić daty, kiedy oficjalnie zaczęliśmy być parą, więc uznaliśmy, że będzie to data naszego poznania. Było w tym coś zwariowanego i szalonego. Michał nieustannie mnie zaskakiwał. Oczywiście przebywając w swoim towarzystwie dłuższy czas, zauważałam też jego wady. Jednak najwspanialsze było w nim to, że za jedną wadą kryło się dziesięć zalet. Codziennie wiedziałam o nim coraz więcej i codziennie na nowo się w nim zakochiwałam. To było takie niesamowite! Moje życie zaczęło przypominać to z romantycznych książek i filmów. Oprócz obsypywania mnie kwiatami (co jest bardzo romantyczne) zdarzały się też poważniejsze przedsięwzięcia. Pod koniec sierpnia Michał zabrał mnie nad jezioro. Po całodniowym leżeniu na plaży oraz wygłupach w wodzie, nie sądziłam, że może mnie spotkać coś jeszcze lepszego. Kiedy chłopak zniknął na chwilę, niczego nie podejrzewałam. Jednak kiedy wrócił z butelką wina, przekąskami i bukietem czerwonych róż byłam wniebowzięta. Czegoś tak romantycznego nie doświadczyłam jeszcze nigdy. Siedzieliśmy na kocu, a w tafli jeziora odbijało się zachodzące słońce. Sączyliśmy wino i patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Wiedziałam, że zapamiętam tę chwilę do końca życia.

Mój chłopak okazał się większym romantykiem niż się tego spodziewałam. Czasami na śniadania przygotowywał naleśniki w kształcie serca, innym razem chował do mojej torby karteczki z napisem „Kocham Cię”. Zdarzało się też, że śpiewał mi piosenki o miłości. Tuż przed naszą pierwszą rocznicą zabrał mnie na wycieczkę do Wrocławia i przyczepił złotą kłódkę z naszymi imionami na Moście Zakochanych. O takim chłopaku zawsze marzyłam. Nigdy nie przypuszczałam, że wraz z ciepłym, letnim powietrzem pojawi się w moim życiu miłość. Jednak lato potrafi zaskakiwać. Uwielbiam tę porę roku, bo dała mi piękne, romantyczne uczucie, które trwa i umacnia się każdego dnia od tamtego letniego wieczoru.

 



Utwór dostępny na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0


Natalia Gierczyńska

Pasjonatka siatkówki i fotografii. Amatorsko gra na gitarze i pisze odkąd tylko pamięta. Wieczna marzycielka i idealistka. Chce zarażać pozytywną energią każdą osobę, którą napotka na swojej drodze. ZOBACZ WIĘCEJ

 

 

 
 

Please publish modules in offcanvas position.

Free Joomla! template by Age Themes