Roast – dlaczego pozwalamy się obrażać? / Katarzyna Fląt

 

 

    Dzisiaj nie będzie o edukacji, nie będzie o polityce (to zbyt nudne aby o tym pisać), nie będzie też o tym kto się z kim rozwodzi i dlaczego. Będzie za to o coraz popularniejszym zjawisku w Polsce, które już dawno funkcjonowało za granicą a zwłaszcza w Ameryce. Mianowice chodzi o roast – gatunek rozrywkowy bądź jak kto woli komedię sceniczną, gdzie głównymi uczestniczącymi są głównie celebryci. Nie chodzi o to, że będą ogrywać śmieszne sceny, ale mówiąc najprostszym językiem „obrażać roastowanego i siebie nawzajem”. W Polsce po raz pierwszy można było obejrzeć, jak nie zostawiają suchej nitki na Hubercie Urbańskim w 2011 roku, natomiast ja miałam tę nie – przyjemność obejrzeć jakiś czas temu roast Michała Szpaka, który prowadził Kuba Wojewódzki.

    Dlaczego nie – przyjemność? Po pierwsze zaczęłam oglądać dlatego, że w naszej telewizji nie było nic ciekawszego. Po drugie nie znałam tego gatunku, ale teraz już wiem, że nie wzbudzi we mnie pozytywnych emocji. Nie rozumiem, dlaczego osoba publiczna pozwala innym (co niektórzy uchodzą za jej przyjaciół) na publiczne obrażanie siebie i wytykanie takich rzeczy, gdzie sądząc po minie roastowanego nie było mu wcale do śmiechu. Skąd bierze się ta chęć momentami „dolania oliwy do ognia” a momentami ukłucia kogoś dość boleśnie?

 

    Zapewne zaraz odezwą się obrońcy, że wyolbrzymiam, że przecież chodzi o żarty, że nie mówią tego na serio. Czy na pewno każdy żart śmieszy? Czy nie było chociaż raz sytuacji, kiedy ktoś powiedział nam „niewinny” żart a nam w cale w duchu nie było do śmiechu? Podejrzewam, że nie ma takiej osoby.

    Jednak przejdźmy dalej. Nasz roastowany siedzi sobie na tronie a pozostałe osoby mogą tak naprawdę powiedzieć, co chcą na jego temat nie pozostawiając bez uwagi innych członków. I biedny Szpak siedział sobie niczym na gałęzi a w moim odczuciu z uśmiechu, który pojawił się na początku potem pozostał tylko ten sztuczny.

    Może się mylę? Może w tym nie ma nic złego? Może powinniśmy fundować sobie takie roasty nazwajem? Przynajmniej wtedy byśmy wiedzieli, co nasz „przyjaciel” tak naprawdę o nas myśli.

    Na koniec chcę przywołać jeszcze słowa Kuby Wojewódzkiego, który powiedział na początku tego, jakże imponującego spotkania bardzo istotne słowa

„roast był dla mnie oczyszczający (…) poczułem się lepszym człowiekiem”.

Tylko kiedy posłuchamy tego tekstu kilka razy, usłyszymy w tym nutę sarkazmu a może jakiegoś żalu. Tyle na temat roastu. Pojawia się w nim zaledwie kilka żartów, które wywołują faktycznie uśmiech na twarzy a w większości powodują, że w środku mamy ochotę zaszyć się gdzieś w kącie.



Katarzyna Fląt
Jestem absolwentką Filologii Polskiej o specjalizacji literaturo- językoznawczej na Uniwersytecie Warszawskim oraz Edukacji Wczesnoszkolnej i Przedszkolnej na Akademii Pedagogiki Specjalnej. Od kilku dobrych lat pracuje z dziećmi. Jest członkiem redakcji miesięcznika WOBEC oraz członkiem zespołu redakcyjnego naszego miesięcznika. Jest rónież redaktorem koordynatorem EYIA.  ZOBACZ WIĘCEJ

 

 

 

Free Joomla! template by Age Themes