Linoryty użyteczne w czasach pogardy i inne konspiracyjne działania

extra_toc

 

Jan Jackowicz Korczyński

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS
Nr 03, KWIECIEŃ 2017 r,


Linorytem ratowany budżet rodzinny. 

Llinoryt powyższy pochodzi ze starych czasów, kiedy w stanie wojennym i Polsce socjalistycznie siermiężnej i  jaruzelską ,,WRONĄ'' zniewolonej nie było dostępnych w sprzedarzy religijnych kartek świątecznych. 
Po nocach odbijaliśmy swoje malutkie linoryty i sprzedawali w niedziele okresu przedsiątecznego stając ze stolikiem u Dominikanów w Krakowie. Krakowscy Dominikanie be zmróżenia oka pozwolili nam sprzedawać te kartki w kruchcie ich bazyliki bezpośrednio po niedzielnych mszach św.. Kartki te schodziły wtedy jak ciepłę bułeczki. Dochód z nich pomagał nam przeżyć na cieniutkiej wtedy pensji na uniwersyteckiej. 
Jak ktoś nie pamięta jak było wtedy trudno i cieżko i biednie (a jednak sobie radziliśmy) i nie dostrzega jak nam się przez minione lata poprawiło to po prostu ordynarnie KŁAMIE.

Kartki po nocach odbijaliśmy z matrycy na papierze z rolki ściennej tapety - tak było najtaniej, a całkiem nieźle to wyglądało. Odbitki po wysuszeniu i przycięciu nożyczkami naklejaliśmy na kartki z bristolu i w efekcie powstawały całkiem atrakcyjne kartki. W ten sam sposób podreperowywalismy sobie budżet młodego małżeństwa również w święta Bożego Narodzenia.



 

Konspiracyjne kartki stanu wojennego


W gronie naszych zbuntowanych przeciw stanowi wojennemu młodych pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie te nasze opisane wyżej  biznesy kartkowe zainspirowały nas do uruchomienia na duzą skalę politycznych kartek. Cudowna koleżanka z pracy, nieżyjąca już obecnie Joasia Żupnik namówiła swojego męża Zbyszka, znanego krakowskiego artystę (Zbyszek też niestety zmarł młodo i niepotrzebnie tak wcześnie) aby zrobił nam bardziej trwałą niż miękkie linoleum linorytu matrycę metalowymi technikami graficznymi. Nasz domek w Krakowie na ulicy Strycharskiej zamienił się w nocną drukarnię. Wiele nocy, na bardzo dużą skalę odbijaliśmy solidarnosciowe kartki świąteczne zaporjektowane i wykonane pzrez Zbyszka. Na matrycy widniał Baranek wielkanocny z chorągiewką ułozona z napisu solidarność. Nasze koleżanki i koledzy z koła solidarności na UJ rozprowadzili po Krakowie olbrzymia ilosc tych kartek.

Po całej akcji zabezpieczyłem matrycę owijając ją w nasączone olejem szmaty dla zabezpiecznia ich przed korozją i zakopałem w ogrodzie obok naszego domu by zabepieczyć się przed dekonspiracją. W tamych czasach za takie ,,wybryki'' ladowało się w więzieniu. Ciekawe ile jeszcze takich ,,zabezpieczonych'' z powodu konspiracji skarbów jest zapomnianych i nieodnalezionych. (Znam jedną taką historię z rodzinnych opowiadań: ZOBACZ TUTAJ

Niestety, matrycy już po upadku komunizmu w Polsce nie udało się odzyskać. Nowi właściciele domu na ulicy Strycharskiej w Krakowie wyburzyli domek w jakim mieszkaliśmy i na jego miejscu postawili nowy, duży dom, który sobą przykrył miejsce zakopania matrycy. Nie dowiemy się już czy spoczywa ona jeszcze pod fundamentami domu, czy też ,,wyjechała'' w nieznanym kierunku razem ziemią wygzrebaną przez koparkę w trakcie budowy.
Niestety nie zachowała się ani jedna odbitka z tysięcy kartek maszej domowej drukarni czasówzniewolenia i pogardy. Wszystkie rozeszły się po ludziach ku pokrzepieniu ich serc.

W naszym rodzinnym domu do dzisiaj wiszą dwa małe gwasze Zbyszka Żupnika, autora solidarnościowej grafiki. Zbyszek obdarował nas nimi z wdzięczności za pomoc w przygotowaniu jego wystawy w Krakowskim BWA (popularnie nazywanym Bunkrem).

     



P.S.

Inne konspiracyjnie zagubione rodzinne pamiątki:



W czasie wybuchu 2 wojny światowej mój tata był jeszcze nastolatem (rocznik 1920). Mieszkali w Katowicach i najpierw po 1 września uciekali na wschód  (nasze rodzinne korzenie to Korczyn nad Stryjem), ale kiedy okazało się, że bolszewicy uderzyli od wschodu rodzina mojego taty wróciła do Katowic. Znając zapalczywośc swoich synów podobno dziadek szmatami nasączonymi ropą zabezpieczył i zakopał w lesie nieopodal rodzinną broń myśliwską z naszym rodowym herbem. Jego przezorność konspiracyjna była wysoce uzasadniona. Jego najstarsza córka, Adela (moja chrzestna matka) całą okupację działała bardzo intensywnie w ruchu oporu. Kierowała żeńskimi oddziałami  ,,Szarych Szeregów'' na cały okręg śląski oraz była szefową Wojskowej Służby Kobiet Sztabu  AK na Śląsku. Przez cały okres okupacji preporwadziła ona bezpiecznie wsystkie swoje podwładne żołnierki w harcerskich mundurach i udało się uniknąć dekonspiracji. Męskie drużyny Szarych Szeregów na Śląsku miały mniej szczęści. Padli ono ofiarą denenuncjacji przez Julę Madejankę nazwaną pzrez to ,,Czarną Julką'' i wielu z nich nie dożyło końca okupacji.    

Po 45 roku Polska dostała się pod ,,wschodni'' but zniewolenia i posiadanie broni było nie tylko nielegalne ale niebezpieczne. Niestety o całej sprawie rodzinie przypomniało się na pogrzebie mojego dziadka w latach 60-tych i tajemnicę miejsca zakopania naszych rodzinnych, herbowych militariów zabral ze sobą do grobu.   

Menu Mobile nr 3

Free Joomla! template by Age Themes