Polak – znawca od wszystkiego / Katarzyna Fląt

    

  

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS
Nr 05, CZERWIEC 2017 r,


 Tak się składa, że ostatnio nałożyło się na siebie kilka sytuacji z udziałem publicznych/ medialnych osób, co skłoniło mnie aby

 stwierdzić, że Polacy to jednak są specjaliści od wszystkiego. Takie z nas chodzące, wszechwiedzące „Zosie – Samosie”, które wszędzie lubią wetknąć nos i dorzucić kilka groszy. No przecież „Polak wie najlepiej”.

    Na pierwszy ogień a w zasadzie ruszt wrzućmy Roberta Lewandowskiego. Zdolny piłkarz nie da się ukryć, zdobywający mnóstwo bramek zarówno dla Polski, jak i dla Niemiec. W internecie aż roiło się memów, jak to zmiażdży nieszczęsną Krystynę z Portugalii. Aż tu nagle, chcąc nie chcąc zrobił psikus i złapał kontuzję. I wszędzie wielki strach, że bez niego polegną. Jednak kiedy okazało się, że zagra, ale nie były to najlepsze dla niego mecze (po prostu biedaczysko nie strzeliło tyle bramek, ile widownia by sobie życzyła), zaczęło się to, co Polacy kochają najbardziej – narzekanie oraz wyciąganie wniosków. Oczywiście, że lepiej od Pana Roberta zna się na tym, Pan Jan spod trójki, który to jeszcze tydzień po meczu, przekonywał swoich kolegów, że nie tak kopnął, nie tak się wygiął i gdyby on tam wszedł to na pewno, co minutę byłaby bramka. I tak w zasadzie po memach uwielbienia, pojawiły się momentalnie te, jak „on” mógł tak tragicznie zagrać? A jak my Polacy nie mamy wstydu, żeby tak się zachowywać? Zamiast być dumni, że mamy takiego piłkarza, który dawno temu przeszedł do historii, obrzucamy go czym się da, bo być może miał gorszy tydzień?

 

    Ale idźmy dalej. Bardzo niedawna sytuacja, też związana ze sportem, ale tym razem będzie chodziło o walki, bo Polacy to przecież naród nieustannie walczący, który zna się na tym „kto, jak i kogo” ma podduszać, wymierzyć prawy sierpowy i jak raz w życiu trafi w końcu na godnego walki przeciwnika a walka idzie z nim łeb w łeb a nie jak zwykle jest wygrana po minucie to trzeba zacząć gwizdać. Tak, dobrze myślicie, chodzi o Mameda Khalidova, który po ostatniej walce został wygwizdany. Po co i dlaczego? Jak jeden zaczął znawca, tak poszedł w jego ślady cały narodowy. Tylko znów jest to samo. Polacy nie pamiętają już walk, które przyniosły triumfy i tego zachwytu, jak sprawnie, jak szybko, jaka technika. Wystarczy jedna gorsza walka, żeby zacząć obrzucać naszego sportowca błotem i go wygwizdać.

    A teraz nie będzie o sportowcu, ale o Panu Filipie Chajzerze – tak chodzi o tego, którego ojciec chodzi w reklamach po domach i pokazuje nieskazitelnie czystą biel, dzięki użyciu kilku specyfików. Mianowicie Pan Filip niedługo zostanie tatą. Ale niezależnie od tego, jak długo chciał tę radosną wiadomość zatrzymać dla siebie, trzeba było wejść z butami do jego łóżka i oznajmić całemu światu, jak to chwali się tym na prawo i lewo, razem ze swoim tatą. Co więcej możemy nawet zobaczyć zdjęcie na którym rzekomo, ojciec z synem się ściskają z tej radości. A ja pytam, jak Wam nie wstyd Polacy? Bo oczywiście oprócz pozytywnych komentarzy, zaraz zaczęły się te broniące reporterów „Przecież jest osobą publiczną, mieli prawo” albo takie, których lepiej nie pisać, bo są na tyle głupie, że wręcz nie warte by je cytować. A ja uważam, że nie mieli prawa, zwłaszcza dlatego, że Pan Filip jeszcze nie chciał o tym mówić. A powody ku temu to jego sprawa a nie wszystkich znawców dookoła.

    I teraz będzie apel moi mili. Pomyślmy dziesięć razy a nie dwa, bo nie wystarcza, zanim wypowiemy się na temat kogoś kogo osobiście nie znamy. Wiadomo sport wzbudza wiele emocji, ale to nie znaczy, że po jednym meczu, gdzie nie pada bramka mamy przez miesiąc mówić o tym, jaki z tego piłkarza „niedorajda”, chociaż dwa dni wcześniej sadzaliśmy go na tronie. Nie wygwizdujmy kogoś, kto przejmuje nasze polskie korzenie i stara się reprezentować godnie nasz kraj. Może też miał gorszy dzień? Gorszą formę? Sportowcy nie roboty – tak jak my, mają swoje lepsze i trudniejsze dni w pracy. A przede wszystkim szanujmy się nawzajem. Czy jest to osoba publiczna, czy Pan Janek spod trójki, zachowajmy między sobą szacunek. Bez niego cały ten wylany pot nie ma sensu.

    I nie dziwmy się potem, że nas nikt nie docenia, skoro my nie potrafimy docenić nawet za ten gorszy dzień.

    



Katarzyna Fląt
Jestem absolwentką Filologii Polskiej o specjalizacji literaturo- językoznawczej na Uniwersytecie Warszawskim oraz Edukacji Wczesnoszkolnej i Przedszkolnej na Akademii Pedagogiki Specjalnej. Od kilku dobrych lat pracuje z dziećmi. Jest członkiem redakcji miesięcznika WOBEC oraz członkiem zespołu redakcyjnego naszego miesięcznika. Jest rónież redaktorem koordynatorem EYIA.  ZOBACZ WIĘCEJ

 

 

 

Free Joomla! template by Age Themes