MOJMIRA: epilog / Dominika Danieluk

 

Autorka; Dominika Danieluk

Mojmira

„Żądza wiedzy, wspólna wszystkim ludziom jest chorobą, której nie można uleczyć, ponieważ ciekawość wzrasta wraz z wiedzą.” - Kartezjusz


Epilog

20 maja. Czwartek. Godz. 12:37 

Markusław wpatrywał się w miejski pejzaż za oknem. Wydawało się, że przyglądał się czemuś, jednak chłopak od kilku dni błądził myślami wokół wydarzeń ostatnich kilku dni.  

... 

Wszystko zaczęło się, gdy jego siostra w niedzielę "udała" się do Mary, a przynajmniej tak wszystkim powiedziała.  

Chłopakowi nie dawało to spokoju, lecz jego rodzice byli spokojni. Nie mieli żadnych podstaw, aby wątpić w słowa swojej córki. 

Mark miał przeczucie, że coś się stanie. Coś złego. Tylko nie wiedział co dokładnie. Nie potrafił poradzić sobie z tym. Od wyjścia Moi, nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Chodził po swoim pokoju. Rozglądał się po pokoju, szukając czegoś co oderwie jego myśli od siostry.  

W myślach powtarzał sobie, że jego siostra jest dorosła. Jest odpowiedzialna. Nie robi głupich rzeczy. Z tego zdenerwowania zaczął sprzątać swój pokój. Zasłał łóżko. Schował książki do szafki.  

A potem znowu zaczął chodzić bez celu. Dopóki nie usłyszał dzwonka telefonu. Zbiegł po schodach w parę sekund. Zobaczył swoją matkę, stojąca przy telefonie stacjonarnym. Chłopak usiadł na schodach, nasłuchując rozmowy. 

- O! Witaj, Mary! - zaczęła Myślibora, opierając się o ścianę. - Nie spodziewałam się, że zadzwonisz. Jak tam nauka? - Kobieta, przeszła się kawałek, a potem zatrzymała przy oknie.

- Rozumiem. A jak tam Moja? Pomaga ci w nauce? - Matka Marka zmarszczyła brwi, po tym co usłyszała. Natychmiast się wyprostowała. - Czekaj. Jak to nie ma u ciebie Moi - Markusław wstał i podszedł do matki. Stanął obok niej. Kobieta spojrzała na niego zaniepokojona. - Jaka kłótnia? - Myślibora była coraz bardziej zaskoczona. - Jaki dom?! Jakie strzały?! - Marek z przerażeniem spojrzał na matkę, a ona na niego. Wzięła głęboki wdech. - Mary, uspokój się. Dobrze? - Obydwie na moment zamilkły. - Teraz... - Myślibora spojrzała na syna i pokazała mu przedsionek. Chłopak zrozumiał, że miał założyć buty. - Przyjadę do ciebie i wtedy porozmawiamy na spokojnie wspólnie z twoim bratem, Jeremy'm. Będziemy za kwadrans. Wtedy porozmawiamy -  Myślibora rozłączyła się, odkładając telefon. Spojrzała ponownie na syna, stojącego w drzwiach. - Jedziemy. Musimy się dowiedzieć co nawywijała twoja siostra - rzekła, zakładając buty. Mark jakby czytając matce w myślach, podał jej klucze, leżące na komodzie.  

- Nie zadzwonisz do taty? - zapytał Mark, wychodząc na dwór. - A ogóle, gdzie on pojechał? 

- Zadzwonię do niego jak dojedzie na lotnisko po twoich dziadków - zaczęła Myślibora, wchodząc do samochodu. - To miała być niespodzianka, ale widzę, że twoja siostra zgotowała nam coś ciekawszego. - rzekła kobieta odpalając samochód.  

… 

- Czy wy postradałyście rozum?! - krzyknął Jeremy na Mary. Nastolatka siedziała skulona na kanapie, szlochając ciężko. Opowiedziała im wszystko. Od początku. Od z pozoru niegroźnego przeszukiwania Internetu, po dziwne spotkanie z chłopakami oraz kłótni między dziewczynami. - Wiesz, że oni mogli was zabić? Moja miała szczęście, że tamtej chłopak jej nie zastrzelił! - krzyknął Jeremy.  

Myślibora siedziała oparta na fotelu, nie mogąc do końca uwierzyć w to co wpakowała się jej córka. Nie spodziewała się po niej takich rzeczy. Tego braku rozwagi, odpowiedzialności. Czuła tyle emocji na raz. Strach. Niepewność. Żal. Była też zawiedziona. Nie czuła gniewu. Przynajmniej teraz. Na początku była zła na Mojmirę. Za jej brak rozsądku. Teraz bała się, gdzie przebywa jej córka. Co się z nią dzieje. I dlaczego ona – jej matka – nic nie zauważyła.   

Jeremy wziął głęboki wdech. Musiał się opanować. Jest policjantem. Nie jest to pierwsza akcja, gdzie nastolatki pakują się w jakąś niebezpieczną sytuację. Ale pierwszy raz bierze w niej udział jego siostra. Musi szybko znaleźć Moję, zanim stanie się najgorsze. Jeśli już się nie stało. Musiał zacząć myśleć jak policjant. Spokojnie i z dystansem przeanalizować sprawę oraz podjąć odpowiedzenie kroki. 

Jest parę minut po pierwszej. Moja wyszła koło dziesiątej i teoretycznie może być wszędzie. Ich małe śledztwo naprowadziło je na trop dwójki włamywaczy. Wątpię, aby naprawdę byli to Tim i Brain. Ale też będę musiał to sprawdzić. Poszukam potem ich numeru w bazie danych. Ale potem. Teraz Mojmira. Dziewczyna jest przekonana, że są oni tymi Proxy albo mają jakiś związek z tamtą zbrodnią sprzed kilku dni. Może ma rację. Sami nie wykluczyliśmy udziału osób trzecich. Mordeccy mogli się wzorować na Proxy. Z tego ci mówiła Mary, mogą mieć oni kryjówkę w lesie. Moja mogła się tam udać. Tylko dlaczego? Impulsem mogła być kłótnia między dziewczynami. Albo coś innego. Coś o czym nawet Mary nie wie. Tylko czemu nie powiedziała nam o tym?  

Jeremy spojrzał na swoją siostrę. Nawet jeśli był policjantem był też jej bratem. Ale nie da się pełnić dwóch ról jednocześnie. Dla dobra wszystkich, a przede wszystkim Moi teraz musi być tym pierwszym.  

- Moja mogła wyruszyć do lasu. Jest tam parę miejsce do ukrycia się. Mogła pójść je sprawdzić - oznajmił Jeremy, nie podnosząc głowy. - Poproszę szefa o przydzielenie mi do pomocy kilku ludzi. - dodał Jeremy, spoglądając po zebranych. Nie mógł im powiedzieć, że mogą jej nie znaleźć. To jest kilkanaście hektarów gęstego lasu. Oni mogą jej nie znaleźć. Ale nie może tego powiedzieć. Skierował się w stronę drzwi, a za nim poszedł Mark. - Wy tu zostaniecie. Jak ja znajdziemy to do was zadzwonię - oznajmił Jeremy.  

- Ale to moja siostra! Nie mogę jej tak zostawić - rzekł zdeterminowany Markusław. Jeremy westchnął, kładąc chłopakowi rękę na ramieniu. 

- Młody. Świetnie cię rozumiem - zaczął Jeremy. - Na twoim miejscu też poszedł bym szukać siostry. Ale spójrz na twoją matkę - powiedział chłopak, wskazując skinieniem głowy Myśliborę. - Lepiej zostać z nią. I ją wesprzyj, a ja sprowadzę twoją siostrę. - zakończył młody policjant.  

Markusław poszedł za jego radą. A Jeremy wraz z paroma współpracownikami zaczął przeczesywać lat. Po paru godzinach ich poszukiwania się skończyły.  

I tak Markusław wylądował, czuwając przy szpitalnym łóżku. Znaleziono jego siostrę około piętnastej. Leżała nieprzytomna kilkanaście metrów od polnej drogi. Miała złamaną rękę oraz rozbity łuk brwiowy. Po za tym drobne zadrapania oraz siniaki. W szpitalu okazało się, że miała wstrząśnienie mózgu. Lekarze przypuszczali też nie może mieć amnezje, ale to okaże się dopiero jak się obudzi.  

Do tego czasu czuwał przy niej brat. Rodzice nie zmuszali go, aby szedł do szkoły. Zdawali sobie sprawę, że nie da rady myśleć teraz o nauce. Lecz oni musieli pracować. Markusławowi towarzyszyła też babcia Jadwiga oraz dziadek Augustyn. 

Chłopak wpatrywał się w niebo, Jadwiga siedziała przy stoliku, rozwiązując krzyżówki, a Augustyn zszedł do kafeterii po coś do picia.  

Wszyscy czekali. Czekali, aż Moja otworzy oczy i pokaże im, że nic jej nie jest. Wszyscy czekali z nadzieją.  

I opłaciło się. Mark usłyszał cichy dźwięk. Coś jakby mruczenie. Natychmiast wstał i podszedł do siostry.  

- Babciu! - zawołał Markusław. Stara kobieta momentalnie wstała, z zamiarem powiadomienia lekarza. 

…  

- Wiem, że dopiero się obudziłaś, ale muszę cię przesłuchać - oznajmił Jeremy, prostując się na krześle. W szpitalnym pokoju byli tylko on oraz Moja. Przyjechał od razu jak lekarz do niego zadzwonił. Na szczęście jego szef zgodził się, aby to właśnie on przesłuchał nastolatkę.  

Moja w odpowiedzi pokiwała tylko głową. Nadal czuła się trochę skołowana oraz otępiała przez podawane jej leki przeciw bólowe. Jednak doskonale zdawała sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znajdowała. Musiała baczyć na swoje słowa. Mimo, że znała prawdę. Na tym świecie były rzeczy, o których ludzie nie powinni wiedzieć.  

- Dobrze. - rzekł Jeremy, wyjmując notatnik. - Wcześniejsze wydarzenia, takie jak przeszukiwanie szkolnych archiwów oraz włamania do tamtego domu i tego spotkania z złodziejami. Nie zostaniecie oskarżone o włamanie. Przynajmniej tyle mogę zrobić. - powiedział chłopak, a potem spojrzał na notatnik. - Dlaczego podejrzewałaś braci o bycie powiązanymi z morderstwami? 

- Nie myślałam tak. - zaczęła Moja. - To była tylko zabawa. Z Mary czytałyśmy o paru rzeczach w Internecie. Nie wiązałam ich z tym morderstwem. - Jeremy westchnął tylko. Szczerze to nie spodziewał się innej odpowiedzi. Niektóre pytania były po prostu bez sensu, ale musiał o to zapytać.  

- Dlaczego stanowiłyśmy włamać się do czyjegoś domu? - zapytał. - Jaki miałyście w tym cel? 

- Chciałam sprawdzić tylko swoją teorię i …  

- Ale nie jest prawdziwa. - przerwał jej Jeremy. - Po twoim odnalezieniu, sprawdziłem, gdzie znajdują się bracia. Obydwaj przesiadują teraz w Londynie na studiach – Czyli tak ukrywa ich tożsamość. Pomyślała Moja. - Razem z Mary trafiłyście na tych ludzi, co mogli zamordować tamtego człowieka parę dni temu.  

Moja pokiwała głową, że rozumie.  

Przesłuchanie trwało godzinę, ale większość pytań mieli już za sobą. Jeremy nie dowiedział się nic po za tym co wcześniej wiedział. Jak zakładali lekarze Moja miała częściową amnezję spowodowaną urazem głowy. Nie pamiętała co działo się w lesie ani w jakim celu się tam udała. 

Moja westchnęła z ulgą, gdy Jeremy, opuścił jej pokój. Udało jej się oszukać lekarzy oraz gliniarza. Pamiętała wszystko. Od zostawienia roweru przy drodze, aż po spotkanie z Dorianem, który okazał się prawdziwym potworem. 

Jedyne co nie dawało jej spokoju to postępowanie Slenderman'a. Czy on nie chciał się jej pozbyć? Nie bardzo to rozumiała. Przecież dowiedziała się, kim naprawdę są Proxy's. Ale kto by jej uwierzył. Oficjalnie studiują w Londynie. Może robią to w przerwie od zabijania? Pomyślała nastolatka. Z kolei nie bardzo też wiedziała, dlaczego ich kryła. Mogła przecież powiedzieć o kryjówce w lesie. Na razie tylko ona o niej wiedziała. Mogła pokazać dowody na istnienie bestii. Lecz coś w środku zabroniło jej tego. Coś mówiło jej, że jest to wiedza, której nikt nie powinien poznać.  

Jej rozmyślania przerwały głosy zza drzwi. Moja słyszała głos jednego z lekarzy oraz Mary, która wparowała do pokoju, ignorując lekarza.  

Z łzami w oczach rzuciła się Moi na szyję.  

- To boli! - rzekła Moja. Mary odsunęła się od niej. Kilka łez spłynęła po jej policzku. 

- I dobrze!  - odpowiedziała dziewczyna, mocniej przytulając nastolatkę. - Nawet nie wiesz, jak się o ciebie bałam. - powiedziała do niej, a Me odwzajemniła uścisk. 

- Przepraszam - powiedziała słabo Mojmira, słysząc cichy szloch przyjaciółki.  

Popołudnie minęło jej na słuchaniu kazania od rodziców. Jak to nieodpowiedzialna i nierozsądna jest Moja... że się po niej tego nie spodziewali oraz, że ich zawiodła. Lecz i tak nastolatka wiedziała, że robią to z troski o nią. Zdawała sobie sprawę, że dołożyła wszystkim zmartwień swoimi wybrykami. Po obietnicach, że to się więcej nie powtórzy oraz zapowiedzi srogiej kary, rodzice usiedli obok nastolatki razem z Markusławem. Miło i spokojnie spędzili resztę popołudnia.  

Wieczorem zostali wyproszeni przez pielęgniarkę.   

Dla Moi ten dzień był niezwykle emocjonujący. Wspomnienia sprzed kilku dni dalej były świeże. Miała w głowie wiele pytać, na które chciała poznać odpowiedź. Lecz czy dalsze szukanie byłoby bezpieczne? Czy ryzykowanie życia dla zaspokojenia ciekawości?  

Nastolatka oparła się o poduszkę. Spojrzała na zachodzące słońce. Wielu rzeczy nie rozumiała. Jedną z nich była sprawa ze Slenderman'em. Lecz wolała na razie odpuścić. Odpocząć, jak radziła jej pielęgniarka.  

- Wiem, że gdy u dziewanny przebudzają się moce, bywają one lekkomyślne. Ale muszę przyznać, że tego się nie spodziewałam - Moja przestraszona o mało co nie spadła z łóżka. Zobaczyła swoją babcię, siedzącą przy jej łóżku.  

- Co ty tutaj robisz? - zapytała Moja, poprawiając się na łóżku.  

- Przyleciałam z Polski, aby zobaczyć swoja wnuczkę - uśmiechnęła się stara kobieta. Szybko jednak zrozumiała, że Moja nie ma ochoty na żarty. - Jest parę spraw, które muszę z tobą omówić bez niedowiarków.  

- Masz namyśli rodziców? - spytała Me. Nie bardzo rozumiała co się teraz dzieje.  

- Tak. Twoja mama nigdy nie przejawiała cech dziewanny. Była bardzo ludzka - zaczęła Jadwiga. - Mimo, że lubiła słuchać o biesach oraz wąpierzach nigdy w nie wierzyła. Uznałam, że nie powinnam wprowadzać ją w świat bestii. Nie nadawała się do tego. Ale ty... - przerwała na moment babcia nastolatki, jakby szukając odpowiedniego słowa. - Jesteś inna. Jesteś dziewanną. Od dziecka widziałam w tobie ujawniające się moce. Potrafiłaś dostrzec duchy, a nawet o wiele więcej. Całym sercem wierzyłaś opowieści jakie usłyszałaś ode mnie – Kobieta znowu zamilkła. Spojrzała na okno, a potem zwróciła się do wnuczki. - Chciałam się uczyć tak, żeby twoi rodzice o tym nie wiedzieli. Ale wyjechałaś. A gdy znowu się zobaczyłyśmy twoje moce osłabły, więc zrezygnowałam. - Moja słuchała swojej babci jak zaklęta. Pochłaniała każde jej słowo. Gdyby powiedziałaby jej to kilka dni temu to nie uwierzyłaby kobiecie. Ale teraz. Po tym wszystkim.  - Lecz to był błąd. Powinnam cię szkolić. Może to co się stało nie miałoby miejsca, ale wszystko da się nadrobić. Jeśli tylko zechcesz.  

Moja spojrzała na swoją babcię. Wiedziała jaka wiąże się z tym odpowiedzialność. Ale czy warto ryzykować? Moja wzięła głęboki wdech. Już wiedziała co ma zrobić.  

… 

5 lat później 

Głęboki las sosnowy. Wokół panowała rzadko spotykana cisza. Nie było wiatru, a drzewa nie pozwalały przedrzeć się światłu słońca. Wydawało się, że w lesie panuje aura śmierci. Lecz było jedno zwierzę, które nie zwracało uwagi na otaczający go krajobraz. Szukało tylko czegoś do jedzenia. 

Było to wielkie monstrum. Coś między niedźwiedziem, a wilkiem. Posiadało też olbrzymie jelenie rogi. Tym potworem był bies. Rzadko zdarza się, że podróżują one samotnie. Najczęściej przemieszczają się grupami i nie atakują ludzi. Zwykle trzymają się od nich z daleka. Lecz ten był inny. Był agresywny wobec ludzi. Raz zasmakował w ludzkim mięsie i pragnął to powtórzyć.  

Przemieszczał się w stronę małej wsi na skraju lasu. Czuł tam naprawdę silną woń świeżego pożywienia. Lecz nie zdawał sobie sprawy, że od dłuższego czasu był obserwowany.  

Dwaj bracia znajdowali się na drodze bestii. Masky znajdował się przy jednym z drzew. Natomiast jego brat, leżał na ziemi. W rękach trzymał snajperkę. Ich zadaniem było zabicie biesa, zanim ten dojdzie do wioski. Masky miał osłaniać brata, gdy ten będzie strzelał to potwora.  

Lecz ich plan nigdy się nie ziścił. Nagle wokół biesa w powietrzu pojawiły się dziwne znaki. Oplotły niczego nieświadomą, wijąca się bestię. Gdy symbole stworzyły wokół niej łańcuch, a następnie potwora pochłonął błękitny ogień. Zranił on tylko bestię, nie niszcząc lasu dookoła.  

Las stłumił agonalny krzyk bestii. Na ziemię upadło spalone truchło bestii. 

Obydwaj bracia nie zrozumieli co przed chwilą miało miejsce.  

- Co to, kurwa, było? - zapytał Tim, przyglądając się zwęglonym zwłokom. Chwilę zajęło Brain'owi przybycie do brata.  

- I jak wam się podoba moja robota? - kobiecy głos rozległ się za pleców braci. Ujrzeli oni młodą kobietę, odzianą w strój moro. Długie włosy miała związane w warkocz. Przy pasie nie miała normalnej broni, tylko parę woreczków z suchymi ziołami. Lecz najbardziej w oczy rzucał się tatuaż na prawej ręce. Ciągnący się prawdopodobnie od ramienia, aż po nadgarstek. Był on złożony z różnej maści run, których oni nie mogli pojąć. Lecz dla dziewczyny były one najważniejszą bronią.   

Chłopacy wpatrywali się w nią. Poznali tą dziewczynę. Ta hardość ducha. Ta niezłomność. Ta twarz oraz ten delikatny błysk w oku.  

Wpatrywali się w nią przez chwilę, nie mogąc uwierzyć, że ponownie ją widzą. I, że stała się tak utalentowaną dziewanną.  



Utwór dostępny na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0

Menu nr- 15

Free Joomla! template by Age Themes