ISSN 2544-9583



Dzieci i ryby głosu nie mają, czyli jak zmieniła się perspektywa patrzenia na dziecko / Katarzyna Fląt

Print Friendly, PDF & Email 

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS: Nr 11, grudzień 2017


Autorka: Katarzyna Fląt

Czy zastanawialiście się kiedyś skąd wzięło się przysłowie „Dzieci i ryby głosu nie mają”? Mam wrażenie, że jest ono już zupełnie nieaktualne. O ile w dawniejszych czasach dziecko nie robiło tyle „szumu”, o tyle w dzisiejszych wiąże się ze wstawieniem zdjęć z brzucha na facebooka. Poza tym wystarczy sięgnąć wcale nie tak daleko, bo po prostu do literatury z pozytywizmu z XIX wieku, żeby zobaczyć, jaki wtedy był stosunek do dzieci. Zapolska w swoich utworach bardzo mocno podkreśla zjawisko dzieci niechcianych, rzekomych „darmozjadów”. U Prusa też w kilku utworach zauważymy, że nie liczono się ze zdaniem dzieci, z ich myślami, potrzebami. A najwięcej na ten temat możemy przeczytać u Grzegorza Leszczyńskiego, mojego wykładowcy z czasów studiów polonistycznych w książce pt. „Kulturowy obraz dziecka i dzieciństwa w literaturze drugiej połowy XIX i w XX wieku. Wybrane problemy”, gdzie czarno na białym widać stosunek kiedyś do dzieci – i stosunek dzisiaj.

Co więcej jeśli cofniemy się dalej, zobaczymy, że wyrzucenie dziecka na śmietnik nie było wtedy niczym tak spektakularnym, jak w dzisiejszych czasach. I wtedy może ktoś przeszedł obok niego ze łzą w oku, ale raczej nie tłumaczył tego „wyrodną matką” tylko ogólną sytuacją społeczeństwa, jaka miała w tamtych czasach miejsce. Wojny, brak środków do życia, przeludnione rodziny. Dla nas dzisiaj wydaję się to proste i wręcz niemożliwe. Pewnie większość z nas nawet powie „Nigdy bym tak nie zrobił/ nie zrobiła”, ale po co tak mówić, skoro żyjemy w innych czasach? Na szczęście tych w których zmieniło się podejście do dziecka. I jednak krzywda dziecka robi na nas wrażenie.

Tylko syndromem naszych czasów jest to, że nie potrafimy wypośrodkować. Jak za mało dzieci miały kiedyś uwagi, teraz mają jej tyle, że powinniśmy posadzić te nasze dzieci w złotych ramach i nie pozwolić nic im robić. Jak kiedyś chodziły boso, tak teraz będzie się kupowało im buty na kółkach albo świecące, bo przecież nas stać to trzeba się pokazać.

Dlaczego nie umiemy wyciągnąć wniosków? Mam wrażenie, że o ile kiedyś robiono dzieciom psychicznie czy fizycznie krzywdę to aktualnie nic się nie zmieniło. Nadal robimy im krzywdę fizyczną, ale w sensie takim, że dzieci są coraz mniej samodzielne. Nasze „Matki Polki” robią za nich wszystko, łącznie z podniesieniem każdego okruszka, które spadnie im na podłogę. A do tego robią krzywdę psychiczną, bo „Ty już dziecko nie idź do tego urzędu, ja zadzwonię, zapytam”.

A potem wyrasta nam pokolenie egoistów, w którym jest zero empatii do drugiego człowieka. Co więcej dzieci zaczynają żyć w przekonaniu, że wszystko im się należy. A to niestety moim zdaniem sprowadza się do tego, że za kilka lat znów znajdziemy się w takim XIX wieku. Znów się będzie przechodziło obojętnie (może nie obok dziecka), ale obok drugiego człowieka.

Nie jestem absolutnie za spychaniem dzieci na drugi plan, ale to co teraz robi nasze społeczeństwo to fakt, że o wszystkim decydują dzieci. Nie mamy już swojego zdania. O wszystkim dajemy decydować dzieciom. Tylko najwyższy czas się zastanowić, kto i kiedy powinien mieć prawo głosu?



Utwór dostępny na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0

Please publish modules in offcanvas position.

Free Joomla! template by Age Themes