Sztuka uśmiechania się do siebie

 

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS
Nr 04, MAJ 2017 r,


Maria Prochownik

Coś z cyku łatwe, proste i przyjemne, bo przecież wcale nie trzeba czytać tylko poważnych, przesyconych specjalistycznym słownictwem i aż nad wyraz napuszonych artykułów o sensie ludzkiej egzystencji lub wierszy o roli człowieka we wszechświecie. Każdy ma zupełnie naturalne prawo, by przy niedzielnej kawie i słodkim ciasteczku szczególnie mocno okraszonym czekoladową masą poczytać coś lekkiego, niezobowiązującego, a jednak pozwalającego poprawić sobie humor i uśmiechnąć się samemu do siebie.

I właśnie o tym dzisiaj – o uśmiechu do samego siebie, a mówiąc innymi słowy samoakceptacji.

Wchodzę spóźniona na lekcję, pospiesznie przepraszam nauczyciela i siadam w pierwszej wolnej ławce. Trwa wykład o zbiorach liczbowych. Słucham, notując na bieżąco, ale wciąż moją uwagę przykuwa koleżanka z ławki, która ciągle obejmuje rękami to nadgarstki, to biodra.

- Co robisz? - Pytam dyskretnie

- Jestem gruba.

- Bo nie możesz objąć nadgarstka dłonią?

- Właśnie.

Westchnęłam tylko.

Zrobiło mi się jej szkoda – szczupła, piękna, a jednak nie ma w sobie na tyle siły, by zacząć wreszcie cieszyć się życiem.

W życiu bardzo ważna jest higiena psychiczna, higiena bycia z samym sobą. To zupełnie niepodważalny fakt, że możemy w pełni się rozwijać, wykorzystywać swoje talenty i mieć energię do działania tylko wtedy, kiedy nasze wnętrze jest poukładane, a decyzje życiowe są następstwami naszej całkowitej na nie zgody.

O ileż łatwiej codziennie budzić się, patrzeć w lustro i śmiać się do samego siebie, cieszyć, że znowu rozpoczął się dzień, że znowu mnie czymś zaskoczy, a ja nauczę się czegoś nowego, będę się świetnie bawić i znowu dostanę okazję, by pomóc innym ludziom.

A o to właśnie chodzi!

Myślę, że do znudzenia powtarza się, że nie da się budować trwałych relacji, gdy nie ma się solidnego podłoża dobrej relacji z sobą samym. Ludzie, słyszą o tym non stop i może przez to jakoś nie szczególnie się tym przejmują, a naprawdę nieco przymrużone oko w spojrzeniu na siebie (na innych i otaczającą nas rzeczywistość również) może o wiele, wiele ułatwić nam życie – uczynić przyjemniejszym.

Samoakceptacja nie polega tylko na tym, że podobamy się sobie sami, że raz czy dwa machniemy ręką na jakieś niepowiedzenie – samoakceptacja oznacza codzienną radość z tego, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy i jednocześnie codzienne zauważanie w nas tego, co mogłoby być lepsze i pracowanie nad tym. Ciągłe stawanie się lepszym człowiekiem.

Wydaje mi się, że najpiękniejszą, a zarazem najbardziej trafną i łatwą w odbiorze wizję bycia z sobą i przez to bycia dla ludzi można znaleźć w wierszach ks. Jana Twardowskiego. W tak wielu domach stoją gdzieś zakurzone na bibliotecznych półkach, w tak wielu domach upchnięte w pudła gdzieś na strychu. Może warto byłoby na długie, niedzielne popołudnia zaprzyjaźnić się z którymś tomikiem? Może warto byłoby zastanowić się nieco nad nami samymi, światem, relacjami w rytm tej poezji?


Maria Prochownik

Jjedna z aktualnie najaktywniejszych dziennikarek EYIA oraz członek młodzieżowej redakcji naszego miesięcznika. Należy do grupy laureatów tytułu CrEuro - Kreatywny Europejczyk: Pozytywny, Kreatywny, Solidarny.   ZOBACZ WIĘCEJ

 

 

 
 

Menu nr- 15

Free Joomla! template by Age Themes