Miasto to cały świat, bo niczego poza miastem już nie ma : Ciągłe miasta Italo Calvino


  

Miesięcznik Społeczno-Kulturalny MUTUUS
Nr 05, CZERWIEC 2017 r,


    Niewidzialne miasta odczytywano na wiele różnych sposobów (większość z tych interpretacji niestety nadal istnieje wyłącznie w wersji obcojęzycznej). Zwracano chociażby uwagę na dyskusję pomiędzy dwoma antagonistami: Kubłaj Chanem i Marko Polo, na kunsztowną konstrukcję dzieła, czy na relacje między językiem a światem. W niniejszym artykule natomiast została podjęta próba spojrzenia na te książki z perspektywy współczesnej refleksji na temat miasta i przestrzeni. Pojawiały się już oczywiście nawiązania do tej tematyki w kontekście omawianych książek. Często naukowcy, którzy podejmują się diagnoz współczesnych miast, powołują się na Niewidzialne miasta[1]. Konkretne rozdzialiki z tego cyklu służą im jako ilustracja omawianego przez nich zjawiska. Wątki te zdają się potwierdzać zasadność przyjęcia takiej perspektywy badawczej. Jednak ich rozproszenie i fragmentaryczność aż prosi się o gruntowne zbadanie tego tematu.

            Niniejszy artukuł stawia sobie za zadanie naświetlić jedynie część tekstu Italo Calvino i skupić się na interpretacji wybranych rozdziałów Niewidzialnych miast. Przedmiotem tego tekstu będzie zatem analiza Ciągłych miast, a więc tych części, w których mowa o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą współczesna cywilizacja. Leonia, Truda, Prokopia, Cecylia i Pantazylea to jakby prorocze wizje i ilustracje negatywnych konsekwencji globalizacji, przeludnienia, rozrastania się megalopolis czy żarłocznego rozwoju konsumpcji.

 

LEONIA

            Opis Leonii ukazuje część z konsekwencji i zagrożeń związanych ze współczesną kulturą konsumencką. Mieszkańcy tego miasta, dbając o czystość i świeżość, codziennie używają nowych rzeczy:

            Co rano ludność budzi się wśród świeżych prześcieradeł, myje mydełkami dopiero co wyłuskanymi z opakowań, wkłada nowiuteńkie szlafroki, wyjmuje z najnowocześniejszej lodówki nie otwarte jeszcze puszki, słuchając z ostatniego modelu radia najświeższych bzdur[2]. (NM 95)

            Taki obraz społeczeństwa powoduje dość przerażające konsekwencje. Leonia codziennie wytwarza ogromne ilości śmieci (rzeczy, które raz użyte, nie są już potrzebne, bo mogą zostać zastąpione przez nowe, lepsze). „Nikt nie chce zaprzątać sobie głowy rzeczami raz wyrzuconymi” (NM 96), dlatego śmieciarze, którzy wywożą śmieci, są traktowani jak aniołowie, stojący na straży nie tylko czystości miasta, ale przede wszystkim spokoju, poczucia bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia mieszkańców.  Żaden leończyk nie myśli też o tym, dokąd zabierane są śmieci. Wystarczy mu informacja, że ładunek wywożony jest poza miasto, a więc poza granice (jego) świata.

            Calvino snuje niepokojącą, niemalże apokaliptyczną wizję cywilizacji zalanej przez śmieci. Odpady, niepotrzebne już i ledwo zużyte przedmioty, zachłannie wypełniają przestrzeń i zmieniają krajobraz - wysypiska tworzą całe łańcuchy górskie. Miast takich jak Leonia w cesarstwie jest wiele:

            Brudy Leonii po trochu zalałyby świat, gdyby na bezkresne śmietnisko nie napierały, spoza najdalszego grzbietu, śmieci innych miast, które również odpychają jak najdalej od siebie góry odpadków. Może cały świat, poza granicami Leonii, jest pokryty kraterami śmieci, z których każdy ma pośrodku metropolię w ciągłej erupcji. (NM 97)

            Calvino posłużył się niezwykle sugestywną metaforą. Porównanie metropolii do wulkanu w ciągłej erupcji, poza przemawiającymi do wyobraźni walorami obrazowymi, przywołuje skojarzenie z niespokojną naturą pragnień i pożądań mieszkańców miasta, które tkwią rozedrgane wewnątrz (pod skorupą). Gdy w końcu wydostają się gwałtem na zewnątrz (realizują się), nie liczą się z konsekwencjami, jakie wywołują wśród otoczenia. Gwałtowna erupcja wulkanu odpowiada niecierpliwej naturze konsumenta, którego pragnienia muszą być wypełniane od razu, przynosząc natychmiastową satysfakcję.

            Leonii zagraża kataklizm zasypania przez śmieci. Lawina „pogrąży miasto w jego własnej, na próżno odpychanej przeszłości, przemieszanej z przeszłością sąsiednich miast, na koniec oczyszczonych”. (NM 97) Straszna to przyszłość dla miasta, które tak dbało o własną czystość i świeżość. Katastrofa zetrze jakikolwiek ślad po byłej metropolii, a na jej miejscu pozostałe miasta stworzą nowe śmietnisko.

            Zagłada Leonii nie będzie powtórzeniem historii Troi. Jeżeli ktoś odkryje i odkopie to miasto, zamiast dziewięciu warstw osadniczych Ilionu (a więc dziewięciu różnych historii), odnajdzie bezładne skupisko niemych przedmiotów. Odkopane rzeczy nie mogą być znakami historii, śladami byłych egzystencji, bo z żadnym z nich mieszkańcy nigdy  się nie związali, nie uczynili ich częścią swojej tożsamości. Dlatego język wysypiska śmieci, pod jakim pogrążyła się Leonia, jest niemy, a kolejne warstwy nie skrywają żadnej treści: „łuski jej przeszłości spajają się w pancerz nie do zdjęcia; odnawiając się codziennie, miasto zachowuje się całe w jedynym ostatecznym kształcie” (NM 97). Kolejne warstwy miasta nie tworzą palimpsestu, w którym zawarta byłaby historia następujących po sobie pokoleń, rozwoju tradycji i kulturowych innowacji, lecz gruby pancerz, który skrywa jedynie niezmienną zachłanność i kult świeżości Leonii.

            W relacji Marko Polo autor zwraca uwagę na jeszcze jedno ważne zjawisko: ciągły postęp, nowe technologie, unowocześnianie i ulepszanie produktów sprawiają, że to, co wytwarzamy (by po chwili wyrzucić do śmieci)  jest bardziej odporne na rozkład. Często potrzeba tysięcy lat, by jakiś odpadek uległ biodegradacji, co z perspektywy naszej cywilizacji oznacza, że śmieci są właściwie niezniszczalne.

            Śmieci i odpadki, o których pisze Calvino, nie mają w sobie niczego z czaru rozpadającej się materii z prozy Andrzeja Stasiuka, dla którego stare, zużyte rzeczy pełnią rolę szczególnego medium. Jan Galant w swoim szkicu o prozie autora Opowieści galicyjskich pisze:

            czas został zaklęty w przedmiotach. W nich najsilniej odciska swoją pieczęć, w tych wszystkich niepotrzebnych rzeczach, które wyrzucone psują się, rdzewieją i butwieją. Ich istnienie, które przecież nieustannie nam towarzyszy, potwierdza zmienność świata – na naszych oczach dogorywają bowiem wysłannicy zaginionych już cywilizacji: „białe czerpy syrenek bosto i sedan (…) potulne rowery ural”, na zapłociach straszą „zastygłe koła kieratów z niemieckimi napisami”. Rzeczy przypominają również o naszej nietrwałości, śmiertelności i zależności od nieubłaganych praw świata – bo w końcu i tak wszystko wraca do ziemi[3].

            Wśród mieszkańców Leonii nie odnajdziemy takiego stosunku do przedmiotów. Ciągłe miasto z imperium Kubłaj Chana jest niezmienne, a zużyte i wyrzucone przedmioty, zastąpione przez nowe, znikają z horyzontu świadomości leończyków. Jak podkreślił Galant, piętno czasu, które odciska się na rzeczach,  przypomina „o naszej nietrwałości, śmiertelności i zależności od nieubłaganych  praw świata”. Można przypuszczać, że żyjąc wśród świeżych prześcieradeł, codziennie ubierając nowe ubrania, mieszkańcy nie są w stanie zdać sobie sprawy z własnej przemijalności. Miasto, dla którego „usuwanie pozostałości wczorajszej egzystencji jest otoczone milczącym szacunkiem, jak obrządek, który budzi nabożeństwo” (NM 96) nie chce i nie może pamiętać o upływie czasu.

            Śmierć dla człowieka zawsze będzie egzystencjalnym dramatem, jednak można się tylko domyślić, jak bolesnym i głęboko traumatycznym doświadczeniem staje się ona w społeczności, która programowo odsuwa od siebie jakiekolwiek skojarzenia związane z przemijaniem. Spreparowanie nienaturalnego środowiska niezmiennej czystości i nowości wiąże się z tym, że nikt już nie wierzy w ostateczną zagładę miasta. Jednak nie przyjmowanie do świadomości nietrwałości i przemijalności miasta konsekwentnie prowadzi (można wręcz powiedzieć, że przyczynia się) do jego autodestrukcji. 

            Italo Calvino pisząc o Leonii podnosi również ważny temat, który nie ogranicza się jedynie do problemów ekologii (choć bez wątpienia świadomość ekologiczna odgrywa tu znaczącą rolę). Jest to kwestia szeroko rozumianej odpowiedzialności i złożonych mechanizmów, które prowadzą do zneutralizowania, a w konsekwencji całkowitego odżegnania się od indywidualnej odpowiedzialności za kształt świata, warunki w jakich żyjemy i w jakich żyć będą następne pokolenia[4]

 

PROKOPIA

 

            W opisie Prokopii Calvino podejmuje wątek związany z problemem przeludnienia. Marko Polo opowiada o tym, jak co roku przyjeżdża do Prokopii i wynajmuje w tym samym miejscu ten sam pokój. To, co różni każdą z wizyt, to wzrastająca w niezwykłym tempie populacja mieszkańców. Obserwuje, jak z każdą wizytą przybywa podobnych do siebie „facetów z okrągłą twarzą”, którzy z uśmiechem zajadają kolby kukurydzy. Wzrastająca liczba mieszkańców łączy się ze stopniową zagładą krajobrazu: po kolei znikają z widoku za oknem: rów, drzewko jarzębiny, krzaki jeżyn, murek, mostek, pagórek, a nawet niebo. W końcu narrator widzi za oknem jedynie bezkres twarzy i „liczne dłonie, chwytające się ramion tych, którzy stoją z przodu” (NM 124). Nie może się już również poruszać po pokoju, który także  zapełniony jest ludźmi.

            Choć całość utrzymana jest w tonie komicznym – mali piegowaci ludkowie zajadają kukurydzę i jarzębinę, stopniowo wypełniając przestrzeń za oknem – trudno odnaleźć tu powód do śmiechu. Jest coś niepokojącego w  tych twarzach z cieniem uśmiechu, ich wyciągniętych dłoniach, a zwłaszcza w stwierdzeniu, że „na szczęście wszyscy są mili” (NM 125). Komiczność Prokopii nabiera cech ponurej groteski. W rzeczywistości ziemia nie byłaby w stanie pomieścić i wyżywić tak licznej populacji.

            Calvino dotyka problemów natury geopolitycznej. Od wielu lat podnoszony na świecie jest problem zagrażającego nam przeludnienia. Już na początku XIX wieku Thomas Malthus przewidywał, że ludność będzie wzrastała w postępie geometrycznym, natomiast środki żywnościowe w postępie arytmetycznym. Choć jego teoria budzi liczne kontrowersje, faktem jest, że  około 150 lat temu na Ziemi żyło nieco ponad miliard ludzi, 50 lat temu 2,5 miliarda, dziś populacja przekroczyła 6 miliardów ludzi. Pytanie, czy grozi nam eksplozja demograficzna nadal jest otwarte, a temat ten zajmuje ważne miejsce w dyskusjach na temat globalizacji i przyszłości cywilizacji.

            Widmo zagrażającego nam przeludnienia jest bez wątpienia tematem kluczowym w opisie Prokopii, jednak niepokój, jaki czytelnikowi towarzyszy przy czytaniu tej relacji wynika z czegoś innego. To, co naprawdę porusza w tym fragmencie, to samotność bohatera. Marko Polo, mimo iż mieszka w jednym pokoju z dwudziestoma sześcioma osobami, nie nawiązał z nimi żadnego kontaktu. Są dla niego obcy do tego stopnia, że nawet nie dokonuje rozróżnienia między ludźmi znajdującymi się wewnątrz pokoju i poza nim. Nie rozpoznaje też żadnej twarzy, dla niego  wszystkie są takie same: „okrągłe, nieruchome, spłaszczone (…) z cieniem uśmiechu” (NM 124)[5]. Okazuje się, że fizyczna obecność mieszkańców nie przełamuje samotności. Dzieje się wręcz przeciwnie. Im więcej owych „facetów” w zasięgu wzroku, tym bardziej obco czuje się bohater.

            W architekturze miast z dzieła Calvino nie dopatrzymy się podobieństwa do współczesnych metropolii. Narrator ani razu nie wspomina o tym, co Kurt Vonnegut nazwał „Drapaczochmurskim Parkiem Narodowym”[6], ani o betonowych pustyniach brzydkich osiedli blokowych. Nie znaczy to jednak, że nie podejmuje tego tematu. Autor zwraca uwagę nie tyle na samą architekturę miast, co na konsekwencje, jakie ona wywołuje. Współczesne miasta z jednej strony rozrastają się, tworząc jednolite, ciągnące się przez wiele kilometrów przedmieścia, z drugiej strony wytwarzają miejsca, mogące pomieścić wielu ludzi na stosunkowo ograniczonej przestrzeni. Wojciech J. Burszta podsumowuje:

            Rozwój kultury ma swoją nieubłaganą logikę: jest nieustannym oddalaniem się od warunków, różnie nazywanej i definiowanej, pierwotnej wspólnoty ludzkiej opierającej się na przynależności i bezpośrednim kontakcie, ku coraz większemu osamotnieniu jednostki w ramach rozrastających się do monstrualnych rozmiarów aglomeracji z wszystkimi możliwymi tego osamotnienia konsekwencjami – społecznymi, kulturowymi, psychologicznymi, edukacyjnymi i moralnymi[7]

            Doświadczenie owych konsekwencji odnajdziemy w książkach Michela Houellebecka czy w powieści Sławomira Shuty Zwał. Miasto blokowisk i wieżowców wykorzenia jednostkę

i pogłębia jej alienację. 

            Mieszkańcy metropolii żyją obok siebie, posłuszni zasadom wspólnego życia, nie przeszkadzają sobie, są dla siebie –  „mili”. Jednocześnie jednak właściwie dla siebie nie istnieją. Odwiedzający Prokopię, otoczony przez ludzi, żyje jak na pustyni.

 

TRUDA, PANTEZYLEA I CECYLIA

 

            Relacja z Trudy koresponduje przede wszystkim z dwoma innymi opisami Ciągłych miast: Cecylią i Pantezyleą. W tych trzech relacjach wyraźnie zaakcentowana jest ekspansja miasta, która sięgnęła tak daleko, że zniknęły z powierzchni ziemi tereny, które można by nazwać terenami pozamiejskimi.

 

            Gdybym lądując w Trudzie nie przeczytał nazwy miasta wypisanej wielkimi literami, sądziłbym, że przybyłem na to samo lotnisko, skąd wyruszałem. Przedmieścia, przez które mnie powieziono, niczym nie różniły się od poprzednich, z identycznymi domami w kolorze żółtawym i zielonkawym. […] Byłem po raz pierwszy w Trudzie, a już znałem hotel, w którym przyszło mi się zatrzymać […]. (NM 108)

 

            W Trudzie niemożliwe jest tradycyjne pojmowanie przestrzeni, a także związanego z nią doświadczenia podróży. Bohater przylatuje z jednego miasta do drugiego,  jednak nie jest w stanie dostrzec różnic między tymi miejscami. Chociaż dokonało się przemieszczenie, nie nastąpiła żadna jakościowa zmiana w doświadczeniu obu miejsc (początku i celu podróży). Takie ujęcie przestrzeni unieważnia jeden z głównych toposów, na którym opiera się nasza kultura. Homo viator to człowiek w drodze, w podróży, która jest pełna przygód i przeciwności, których przezwyciężenie uszlachetnia bohatera. Archetyp wędrowca może dotyczyć zarówno podróży w sensie fizycznym, jak i metaforycznym, np. w głąb samego siebie, jednak zawsze łączy się z rozwojem, przemianą.
W Trudzie przemiana nie jest możliwa, ponieważ droga, jaką przemierza bohater, nie łączy punktów odmiennych jakościowo. Jedną z konsekwencji takiego stanu rzeczy jest wrażenie, że wszystko jest przewidywalne. Bohater zanim przybył do tego miasta, znał już nawet treść dialogów, jakie w nim przeprowadzi z tamtejszymi kupcami.

            W opisie Trudy ważną rolę odgrywa lotnisko, droga (przez którą tylko się przejeżdża, aby dojechać do celu) i pokój hotelowy. Według Marca Augé, autora słynnej pracy Nie-miejsca. Wprowadzenie do antropologii hipernowoczesności, takie miejsca jak hotele, dworce, lotniska, autostrady czy supermarkety należy rozpatrywać w kategoriach nie-miejsc (non-lieux). Są to anonimowe przestrzenie, które gromadzą codziennie wielu obcych sobie ludzi. Cechą charakterystyczną nie-miejsc jest to, że nie wytwarzają one ani tożsamości, ani relacji. Nie sposób stworzyć żadnej wspólnoty wyobrażonej w oparciu o przestrzeń tranzytową. Jedyne, co łączy w nie-miejscach, to samotność i podobieństwo –  podobnie jak w Prokopii, każdy z nas jest tam „samotny, lecz podobny do innych”[8].

            Być może nie należy przeciwstawiać miejsc nie-miejscom w sposób wartościujący.
W pojęciu non-lieux współczesny człowiek często może znaleźć wiele pożądanych cech: poczucie bezpieczeństwa, swobody i jedności z tłumem, które pozwala nacieszyć się odczuciem braku tożsamości, nie nakładając na człowieka specjalnych zobowiązań. Calvino w Trudzie uwypukla jednak negatywną stronę doświadczenia przestrzeni nie-miejsc. 

 

            Po co przyjeżdżać do Trudy? Zadawałem sobie pytanie. I już chciałem wyjechać.

  • Możesz odlecieć w każdej chwili – powiedziano mi – ale przybędziesz do innej Trudy, takiej samej kropka w kropkę. Truda, pozbawiona początku i końca, pokrywa cały świat, zmienia się tylko nazwa na lotnisku. (NM 108)

 

            Nie-miejscem stał się cały świat. Stwierdzenie, że Truda rozciąga się na cały świat, powoduje, że bohater znajduje się w sytuacji zniewolenia, w pułapce. W takim świecie niemożliwe jest doświadczenie ani miejsca, ani przestrzeni, o których pisał Yi-Fu Tuan: 

 

            „Przestrzeń” i „miejsce” to są słowa zwykłe, określające powszechne doświadczenia. Żyjemy
w przestrzeni. Na tej działce nie ma dość przestrzeni na jeden jeszcze budynek. Wielkie równiny wyglądają jak bezkresna przestrzeń. Miejsce to bezpieczeństwo, przestrzeń to wolność: przywiązani jesteśmy do pierwszego i tęsknimy za drugą. Nie ma lepszego miejsca niż dom[9].

 

            Tadeusz Sławek zwraca uwagę na to, że „miasto jest 'miejscem', czyli tym sposobem istnienia przestrzeni, który umożliwia artykułowanie naszych uczuć i doznań wobec przestrzeni”[10]. Z kolei Zygmunt Bauman zauważa:

 

To wokół miejsc formowane i gromadzone jest zazwyczaj ludzkie doświadczenie i wokół nich próbuje zorganizować się wspólne życie, to tam nadaje się znaczenie poszczególnym biografiom, chłonie się je i negocjuje. To także miejsca są przestrzenią narodzin i rozwoju ludzkich pragnień i potrzeb, gdzie trwają w nadziei na spełnienie, podejmując ryzyko przemiany we frustrację[11].

 

            Marko Polo w swoich opowieściach wskazuje na istotną zmianę w pojmowaniu doświadczenia miasta i przestrzeni. Łączy się to z koniecznością przeformułowania tradycyjnego pojmowania relacji, w jakie wchodzi człowiek z przestrzenią. W opisach Trudy, Cecylii i Pantezylei mamy wręcz do czynienia z czymś na kształt zagłady tradycyjnie pojmowanej przestrzeni. W ciągłych miastach bohater nie doświadcza ani bezpieczeństwa, jakie gwarantuje miejsce, ani poczucia wolności związanego z przestrzenią. Trudno odnaleźć w tych miastach miejsce, do którego można by się odnieść, ustosunkować, z którym można by się wdać w relację. Stąd też pytanie - czy możliwe jest jeszcze zadomowienie się w takim świecie?

Przyjrzyjmy się przestrzeni Cecylii i Pantezylei:

 

  • (…) wszedłem do miasta i od tamtego czasu wciąż zapuszczam się w jego ulice. Ale jak dotarłem
    w to miejsce, skoro znajdowałem się w innym mieście, o sto mil od Cecylii i jeszcze z niego nie wyszedłem?
  • Miejsca się przemieszały – powiedział pasterz. - Cecylia jest wszędzie; tu była kiedyś Łąka Drobnej

Szałwii. Moje kozy rozpoznają trawy dzielące pas ruchu. (NM 131)

 

Spotkani ludzie, jeśli zapytasz ich: „Którędy do Pantezylei?” - wykonują okrężny ruch, tak że nie wiesz, czy ma on znaczyć: „Tutaj” czy „Trochę dalej” albo „Wszędzie dookoła” lub wreszcie „W przeciwną stronę”. (NM 134)

 

Historia Cecylii miała być odpowiedzią na pytanie Kubłaj Chana o przestrzeń rozciągającą się między miastami. Okazuje się, że z upływem lat miasta rozrosły się do tego stopnia, że wolna przestrzeń między nimi całkowicie zniknęła. Dokładniejszym opisem tego doświadczenia wydaje się być Pantezylea, która „rozlewa się dookoła na mile rozcieńczonej w równinie brei miasta” (NM 134).

Pantezyleę poddał dość szczegółowej analizie Tadeusz Sławek[12]. Warto przywołać jego interpretację chociażby po to, aby ukazać jak wiele aspektów tradycyjnie pojmowanej miejskiej przestrzeni ulega przeobrażeniu w opisie Ciągłego miasta. Dla Sławka cechą konstytutywną Pantezylei jest brak centrum i na tym głównie skupia swoją uwagę. Oto, z konieczności ograniczone do podpunktów, wątki podjęte w Akro/nekro/polis:

  • Pantezylea to miasto bez centrum, a centrum wiąże się z porządkiem prawa
    i z bezpieczeństwem;
  • Pantezylea to miasto składające się z suburbii. W suburbii jest się wyłącznie przechodniem, a skoro jest się tylko przechodniem, nie można w żaden sposób zamieszkiwać tej przestrzeni;
  • centrum wiąże się z tym, co wspólne i internacjonalne, natomiast suburbia jest „mniejszościowa”, co sprawia, że zawsze jest się w niej na wygnaniu, że jest się emigrantem;
  • miasto bez centrum jest niemożliwe do zapamiętania, nie sposób utworzyć jednolitego obrazu miasta[13];
  • brak centrum sprawia, że Pantezylea to miasto bezbożne[14];
  • centrum ma tu charakter tranzytywny, Pantezylea jest trans-urbią[15].

 

            Leonię, Prokopię, Trudę, Pantezyleę i Cecylię spina figura ciągłości (zaakcentowana
w tytułach – Ciągłe miasta). Ciągłość, która zazwyczaj wartościowana jest pozytywnie, w książce Calvino łączy się jednak z niepokojem i niepewnością. Ciągłe miasta rozciągają się na całej przestrzeni, zawłaszczając i przekształcając wszystko to, co miastem nie jest.

 

            Ciągłe miasta można odczytywać przynajmniej na trzech poziomach: w porządku symbolicznym; ze względu na akcenty ekologiczne[16] oraz w porządku, który na potrzeby tej pracy można nazwać nauką o mieście. 

            Nie jest to praca z zakresu socjologii ani urbanistyki, warto jednak napomknąć o podjętych przez Calvino wątkach, które silnie obecne są w dyskursie na temat kondycji współczesnego świata, a które wręcz traktować można jako równoważny głos w tej dyspucie[17]. Autor sam niejako daje przyzwolenie na poszerzenie obszaru odniesień, stwierdzając w swoim wykładzie: „Przywykłem uznawać literaturę za drogą wiodącą do poznania, toteż pragnąc poruszać się po obszarze egzystencji, odczuwam potrzebę poszerzenia go o dziedziny antropologii, etnologii i mitologii”[18]. Mowa o trzech dodatkowych dziedzinach, ale czytelnik prozy Calvino szybko dostrzeże, że tych odniesień jest znacznie więcej. Niewidzialne miasta zostały wydane w 1972 roku i śmiało można powiedzieć, że ponure prognozy Calvino w niczym nie straciły na aktualności. Można się też tylko domyślać, że gdyby książka ta powstała w ostatnich latach, rozdział ten (lub np. rozdział miasto
i wymiana
) zostałby wzbogacony o opis świata komentujący przestrzeń stworzoną przez Internet.  

            Nie sposób nie dostrzec też silnej wrażliwości ekologicznej autora. Wątek ten jest obecny w każdym z ciągłych miast, a w Leoni i Cecylii właściwie został przedstawiony jako przewodni temat. Trzeba przyznać, że autor wprowadza myśl ekologiczną z niezwykłą subtelnością. Zamiast nachalnej manifestacji i głośnego protestu, mamy w tych tekstach do czynienia z umiarem i z charakterystycznym dla tego autora poetyckim skrótem. Na przykład w Cecylii temat ten jest poruszony jakby mimochodem: Kubłaj Chan zapytał Marco Polo o przestrzeń, która rozciąga się między jednym miastem a drugim, w odpowiedzi Wenecjanin przytacza historię dwukrotnej rozmowy z pewnym pasterzem. Przy pierwszym spotkaniu ów człowiek pyta Marco o nazwę miasta, w którym aktualnie się znajdują, tłumacząc się przy tym, że nie potrafi rozróżniać między sobą miast, natomiast doskonale czuje się w przestrzeni natury i bez problemu rozpoznaje wszystkie łąki i pastwiska. Po latach sytuacja ulega odwróceniu, znowu się spotykają, jednak tym razem zgubił się Wenecjanin. Okazało się, że nadal znajdują się w Cecylii, która w międzyczasie rozrosła się w ogarniające cały świat megalopolis.  Historię tę puentuje wypowiedź pasterza: „Cecylia jest wszędzie; tu była kiedyś Łąka Drobnej Szałwii. Moje kozy rozpoznają trawy dzielące pas ruchu” (NM 131). Manifest ekologiczny nie został wyrażony expressis verbis, jednak poetycka zwięzłość
i skrótowość tej prozy sprawiła, że komentarz narratora stał się zbędny. Rozrastające się miasta przyczyniły się do całkowitej zagłady przestrzeni naturalnej. Ponure konsekwencje tych zmian ilustruje opłakany stan kóz należących do pasterza - Marco relacjonuje: „Podążała za nim garstka wyłysiałych kóz, które jednak nawet nie cuchnęły, bo została z nich skóra i kości. Skubały stare papiery w kubłach na śmieci” (NM 130). Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z niemalże metonimicznym skrótem – stan, w jakim znajdują się kozy, byłby metaforą degradacji i upokorzenia całej natury.

            Wątki ekologiczne są silnie obecne też w pozostałych miastach: w Prokopii rozrastająca się populacja mieszkańców przyczynia się do zagłady krajobrazu, w Leonii świat przemienia się w wielkie wysypisko śmieci. Motywy ekologiczne (lub ekologizujące) możemy odnaleźć również w pozostałych rozdziałach. Przykładem może być Baucyda (Miasta i oczy), która znajduje się nad ziemią, podtrzymywana przez cienkie żerdzie. Jej mieszkańcy bardzo rzadko schodzą na ziemię, wszystko, czego potrzebują, mają na górze. „Żadna część miasta nie dotyka gruntu, z wyjątkiem podpierających je długich bocianich nóg i ażurowego, kanciastego cienia, który w słoneczne dni rysuje się na listowiu” (NM 65).

 

            Istnieją trzy hipotezy na temat mieszkańców Baucydy: że nienawidzą Ziemi; że szanują ją tak dalece, iż unikają każdego z nią zetknięcia; że kochają ją taką, jaka była przed ich nastaniem, i z wymierzonymi w dół lornetami i teleskopami poddają ją bezustannie przeglądowi, liść po liściu, kamień po kamieniu, mrówka po mrówce, kontemplując, zafascynowani, własną nieobecność. (NM 65-66)

            Pisząc o Cecylii warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden wątek. Wojciech J. Burszta zauważa:

            Analiza metropolitalnego bytowania człowieka końca XX wieku nieuchronnie musi się wspierać przypomnieniem realiów wcześniejszych, tych, które były najpierw i tych, które utraciliśmy. Wszelako aby zobaczyć, co mianowicie nam umknęło na zawsze i gdzie zaszliśmy w zapale postępu, musimy je – choćby retorycznie – przypomnieć. Siedzimy w mieście, ponad nami harmider ulic i gwar przechodniów, a w myślach mityczne nostalgie pozwalające mieć pewność, że zawsze jest forma ucieczki od tego, co rozgrywa się poniżej. Miasto jest przekleństwem, ale nie wiedzielibyśmy tego siedząc z Robertem Redfieldem przy ognisku we wzorcowej społeczności ludowej przegryzając surową rybą[19].

 

            Nostalgiczny punkt odniesienia, którym dla mieszkańców dwudziestowiecznego miasta mogła być owa wzorcowa społeczność ludowa, w opisie Cecylii można odnieść do doświadczenia podróży. Owymi realiami, za którymi się tęskni, jest sposób podróżowania wędrownego pasterza. Naturalnym środowiskiem tego człowieka oraz przestrzenią jego wędrówki były łąki, skały i pastwiska. Możemy sobie wyobrazić rytm jego wędrówki, który podyktowany był przez prawa natury, pogodę, dostęp do wody, trud omijania barier naturalnych. Faktem jest, że motywy wędrowania pasterza znacznie różnią się od celów, jakie wyznaczył sobie Marco. Droga pasterza nie prowadzi do określonego celu, który można by utożsamiać z tym, co kojarzone jest z postępem, rozwojem, poznaniem i wewnętrznym doskonaleniem się, jednak z pewnością posiada ona liczne predyspozycje do tego (jak choćby kontakt z naturą), by stać się dla błądzącego po nijakich przestrzeniach suburbii i przemieszczającego się po pozbawionych tożsamości pasach tranzytowych nostalgicznym punktem odniesienia. W świecie, w którym tak jak w Trudzie, podróż wiąże się
z przemieszczaniem się z jednego nie-miejsca do drugiego, rzeczywistość pasterza musiała zostać unicestwiona: „tu była chyba kiedyś Łąka Drobnej Szałwii. Moje kozy rozpoznają trawy dzielące pas ruchu” (NM 131).

            Wojciech J. Burszta zauważa, że pod różnymi teoretyczno-metodologicznymi koncepcjami podejmującymi wątek przemian wspólnoty ludzkiej „ukrywa się modernistyczna grand récit o tym, jak oddalamy się jako ludzki gatunek od owego raju utraconego pierwotnej przynależności społecznej”[20]. Dla Burszty „fundamentem konstytutywnym tej opowieści jest opozycja wsi i miasta jako autonomicznych znaków dwóch krańcowo odmiennych warunków kształtowania osobowości człowieka”[21]. W modernizmie rzeczywiście kluczową rolę odgrywa opozycja wieś – miasto i przyporządkowane jej kategorie swojskości  i  obcości - w przekonujący sposób pisze o tym Elżbieta Rybicka[22]. Wydaje się jednak, że Calvino nie dał się złapać w pułapkę tego sposobu myślenia.  Choć w Niewidzialnych miastach ważną rolę odgrywa relacja człowieka z naturą, podważona została opozycja wsi i miasta, którą karmił się mit o Raju Utraconym.

            Różnice, jakie dają się zaobserwować między tradycyjnym pojmowaniem miasta a jego przekształconą wizją z ciągłych miast, nie powinny być rozumiane w kategoriach radykalnej rewolucji, która burzy zastany ład. Zmiany w sposobie pojmowania miejskiej przestrzeni  dokonywały się już wcześniej. Tadeusz Sławek zauważa, że tradycyjne pojmowanie miasta, którego istotę stanowi centrum (oddane bogom) zaczęło stopniowo być zastępowane przez inny model. Już postać modernistycznego flâneura, opisanego przez Benjamina[23], wskazywała na to, że świadomość miejskiego centrum przestała odgrywać kluczową rolę. Istotne było natomiast przechadzanie się, kluczenie, wędrowanie – kierunki zostały przemieszane, a centrum, choć nadal istotne, nie przyciągało już jak wielki magnes[24]. Nic więc dziwnego, że w sposobie doświadczania przestrzeni postmodernistycznego miasta zaszły kolejne zmiany. Dla Tadeusza Sławka „miasto ponowoczesne  jest postacią pustki”:

 

[…] Przestrzeń świata opisana przez Nietzschego otwiera rzeczywistość ponowoczesnego miasta z jego nachyleniem w stronę pozornie bezładnych szlaków komunikacyjnych prowadzących uporczywie licznymi objazdami w stronę nieobecnego „centrum”, którego nigdy nie poznamy, lecz które z pewnością stale mijamy w swojej do niego drodze. Na tym zdaje się polegać materialność miasta: „centrum” staje się „problemem”, zyskuje wagę przez swą „nieobecność”, a miasto zostaje zrozumiane o tyle, o ile docieramy do niego rozpoznając jego nieobecność. W krótkiej formule: m i a s t o  p o n o w o c z e s n e (a pierwsze zapowiedzi jego kształtu zdają się pojawiać już w połowie XVIII wieku) j e s t  p o s t a c i ą  p u s t k i. „Pustka jest wśród nas, bowiem przechodzimy przez jej obszar, lecz nigdy do niego nie docieramy. (…) Oto idziesz przez jakąś przestrzeń, która w odróżnieniu od tradycyjnej galerii nie doprowadza cię do ekspozycji zbiorów; oto przejście, które jest, lecz które nie prowadzi cię tam, gdzie mógłbyś obejrzeć zbiory zgromadzone w muzeum”[25].

 

            Wydaje się, że przemiany miejskiej przestrzeni, o których pisze Calvino, konotują zmiany nie tylko na poziomie codziennego ludzkiego doświadczenia, ale także na poziomie mitów i tradycji. Truizmem jest stwierdzenie, że wraz z upływem czasu zmianie ulegają matryce myślowe, w których zamykamy nasze doświadczenia oraz nasz sposób rozumienia świata. Warto jednak postawić pytanie: czy możliwe jest, by niektóre mity uległy redukcji, nie znajdując odzwierciedlenia w dzisiejszym świecie (lub w świecie pomyślanym jako ponowoczesny), czy może ulegają one przekształceniu związanemu z ich naturalnym rozwojem? Przy okazji interpretowania Trudy postawiony został problem unieważnienia toposu homo viator. Okazuje się jednak, że choć topos ten w tym miejscu faktycznie został unieważniony (co rzeczywiście wiąże się z poważnymi konsekwencjami dla doświadczenia przestrzeni w Trudzie), nie przestał działać jako znaczący punkt odniesienia.

            W opisie Trudy, Cecylii i Pantezylei mamy do czynienia jeszcze z innym ważnym toposem – labiryntem. W miastach tych bohater gubi się, wydaje się wręcz, że został wepchnięty w pułapkę i skazany na wieczne błądzenie:

            Zrezygnowałeś już z dociekania, czy w jakimś zagłębieniu lub zmarszczce tego poszczerbionego okręgu kryje się gdzieś Pantezylea możliwa do zapamiętania dla tego, kto ją odwiedził, czy też Pantezylea jest tylko własną peryferią, a jej śródmieście jest wszędzie. Teraz zaczyna ci kołatać po głowie bardziej dręczące pytanie: czy poza Pantezyleą istnieje jeszcze jakieś poza? Czy też, choćbyś oddalał się od niej, przechodzisz tylko z jednego do drugiego bezkształtnego przedmieścia i nie możesz ich opuścić. (NM 135)

 

            Z opisem podobnego doświadczenie mamy do czynienia w Cecylii. Przywołany przez Marco Polo bohater traci orientację w świecie przekształconym przez cywilizację. Wenecjanin pyta pasterza o drogę w mieście. Paradoksalne jest to, że jednocześnie prezentuje siebie jako przeciwieństwo pasterza – Marko miał doskonale orientować się w przestrzeni miejskiej, natomiast tracić orientację w przestrzeni naturalnej.  Mimo to wysłannik Kubłaj Chana w Cecylii się zagubił. Dzieje się tak dlatego, że miasto, rozciągnąwszy się na cały świat, straciło naturalne punkty orientacyjne. Pasterz konkluduje: „Cecylia jest wszędzie” (NM 131). Gdy weźmie się pod uwagę, że zarówno Truda, jak i Pantezylea i Cecylia obejmują cały świat, okazuje się, że od błądzenia po jednakowych, nijakich przedmieściach nie ma ucieczki. „Cała ziemia jest (...) labiryntem – więzieniem, w którym się błądzi”[26].

            Motyw labiryntu, tego najsłynniejszego mitu przestrzeni, ma bardzo bogatą tradycję literacką, jednak szczególnego ożywienia doczekał w XX wieku, kiedy zaczął być wykorzystywany i interpretowany na wiele różnych sposobów. Po motyw ten sięgali między innymi: Franz Kafka, Albert Camus, Zofia Nałkowska, Brunon Schulz czy Jorge Luis Borges. Jego popularność  w wieku dwóch wojen i totalitaryzmów nie dziwi, gdy uświadomimy sobie, jakie figura ta niesie ze sobą treści:

 

            „Próba labiryntu” [...] to określenie ludzkiej kondycji. Metafora stosunku człowieka do świata i innych ludzi, ale także – do siebie, do swojego życia wewnętrznego. Metafora rozmaicie kształtowana, jednakże niemal bez wyjątku mówiąca o istnieniu przestrzeni obcej i wrogiej, nie dającej się oswoić i psychicznie zagospodarować, przestrzeni, która nieustannie osacza i wciąż grozi najgorszym. Labirynt był taką przestrzenią dla wszystkich, którzy się weń zapuszczali, by poskromić Minotaura, był nią dla Tezeusza. I taką pozostał także dla tych, którzy nie wyruszali w tę przestrzeń pełną błędników i krzyżujących się dróg, prowadzących donikąd, ale jakby skazani zostali na ciągłe w niej przebywanie, a więc jest to dla nich teren nie przygody, choćby nawet zakończonej śmiercią, ale codziennej egzystencji[27].

 

            Okazuje się, że przestrzeń ciągłych miast jest labiryntowa nie tylko dlatego, że bohater traci w niej wszelką orientację i nie może odnaleźć centrum. Marco doświadcza niemożności zadomowienia się w opisanych przez niego megalopolis, ponieważ niemożliwe okazuje się doświadczenie prostej opozycji, którą Tuan scharakteryzował jako 'miejsce' i 'przestrzeń'.

            Przestrzeń tych miast jest obca, niedostępna, nie sposób wobec niej się określić, ani z nią utożsamić. Nie można jej „psychicznie zagospodarować”. Powtarzając za Głowińskim, można powiedzieć, że „labirynt jest zawsze przestrzenią 'odspołecznioną'. Jest nią jednak nie z wolnego wyboru, po prostu inną być nie może”[28]. W takiej perspektywie przestrzenią labiryntową staje się nawet Prokopia.

            Bohater w ciągłych miastach osamotniony wędruje po suburbiach, terenach miejskich,
w których właściwie nie jest wyodrębniona przestrzeń publiczna (to jakby „sypialnie” miasta), przez co zawsze jest obcy. „Podróż po labiryncie (...) jest oksymoronem, podróżą bez postępu, ostatecznie powstrzymaną, unieruchomioną, prowadzącą donikąd, rządzoną zasadą powtórzenia”[29].

            Temat zagłady tradycyjnie pojmowanej przestrzeni miasta, która pomagała mieszkańcom i odwiedzającym poruszać się po mieście, jest kontynuowany również w innych miastach. Dla Marko Polo cechą dystynktywną miast jest zespół różnic, który pomaga poruszać się po mieście. „W każdym z miast imperium budynki różnią się od siebie i następują w odmiennej kolejności, lecz cudzoziemiec, skoro tylko przybędzie do nieznanego miasta (…) z miejsca wyróżni pałace książęce, świątynie wielkich kapłanów, rozpozna zajazd, więzienie, dzielnicę złodziei” (NM 30). Tego typu rozpoznanie bez trudności odbywa się w Tamarze (Miasta i znaki. 1.): „Jeśli na budynku nie widnieje żaden szyld czy wizerunek, już sam kształt i położenie w układzie miasta dostatecznie jasno określają jego funkcję: pałac królewski, więzienie, mennica, szkoła pitagorejska, zamtuz”. (NM 13). Inaczej jednak dzieje się w Zoe (Miasta i znaki. 3.):

 

            W dowolnym jej miejscu można by na przemian spać, wyrabiać narzędzia, gotować, gromadzić złote monety, rozbierać się, królować, sprzedawać, zasięgać rady wyroczni. Każdy dach w kształcie piramidy mógłby kryć lazaret trędowatych równie dobrze jak łaźnie odalisek. Podróżny krąży po ulicach i bezustannie nachodzą go wątpliwości: skoro nie jest w stanie rozróżnić punktów miasta, również w jego umyśle mieszają się punkty dotychczas wyraźnie wyodrębnione. Wnioskuje stąd: jeśli całe istnienie jest tym samym we wszystkich swoich przejawach, miasto Zoe – to miejsce niepodzielnego istnienia. Ale skoro tak, na cóż miasto? Jaka linia oddziela to, co wewnątrz, od tego co na zewnątrz, turkot kół od wycia wilków? (NM 30-31).

 

            Bohater błądzi po Zoe, ponieważ nie może rozpoznać znaków przestrzeni. Architektura miasta, która nie wydziela poszczególnych jego funkcji, sprawia, że bohater nie tylko traci orientację w przestrzeni, ale również zostaje pozbawiony punktów odniesienia, które pozwalały mu konstruować jego tożsamość.

            Marko gubi się także w Hypacji (Miasta i znaki. 4.), której tradycyjna struktura również została podważona. W samym środku miasta, w pałacu sułtana Wenecjanin odnalazł skazańców, którzy wycieńczeni wydobywali bloki bazaltu w znajdującej się tam kopalni. W bibliotece siedział chłopak o ogłupiałej twarzy i palił fajkę, natomiast filozofowie bawili się na huśtawkach w pałacowym ogrodzie. Marko odnalazł regułę organizującą przestrzeń Hypacji: żeby znaleźć się w określonym punkcie, należy udać się po prostu w miejsce, które stanowi jego przeciwieństwo. Tym samym przestajemy mieć do czynienia z labiryntem, gdyż „labirynt oswojony i opanowany nie jest już labiryntem, nie jest, choćby nawet składał się z dróg szczególne pokrętnych i zagmatwanych”[30]. Marko nie ulega jednak łatwemu optymizmowi, jest ostrożny:

            Bez wątpienia także w Hypacji nadejdzie dzień, kiedy moim jedynym pragnieniem będzie odjechać. Wiem, że zamiast schodzić do portu, będę musiał wspiąć się na najwyższą wieżyczkę warowni i czekać, aż przypłynie stamtąd statek. Ale czy to nastąpi? Nie ma języka bez pułapek. (NM 42).

 


[1]    Na Niewidzialne miasta powołują się m.in. Zygmunt Bauman, Alicja Kuczyńska, Marta Leśniakowska, Ewa Rewers i Tadeusz Sławek.

[2] I. Calvino, Niewidzialne miasta, przeł. A. Kreisberg, Kraków 2005. Wszystkie cytaty pochodzą z niniejszego wydania - w tekście oznaczono je jako NM z numerem strony.

 

[3]    J. Galant, Galicyjskie obsesje Andrzeja Stasiuka, [w] idem, Zszywacze, spinacze, pinezki. Krótkie szkice o literaturze, Ostrów Wielkopolski 2007, s. 12-13.

[4]    W niezwykle trafny sposób zjawisko to opisuje Zygmunt Bauman, który charakteryzuje różne postawy wobec świata za pomocą metafor: leśniczego (światopogląd przednowoczesny), ogrodnika (światopogląd nowoczesny)
i myśliwego (światopogląd ponowoczesny). W Płynnych czasach zauważa: „W odróżnieniu od dwóch wcześniej dominujących typów, myśliwy nie mógłby dbać mniej o ogólną „równowagę rzeczy”, czy to „naturalną”, czy też wymyśloną lub zaprojektowaną. Wyłącznym celem myśliwych jest kolejna „zdobycz”, wystarczająco duża, by zapełnić noszony przez nich worek na zwierzynę. Z całą pewnością nie potraktowaliby oni jako swego obowiązku zapewnienia, że populacja zwierzyny łownej zostanie uzupełniona po zakończeniu (i pomimo) polowania. Gdyby lasy opustoszały ze zwierzyny w wyniku wyjątkowo udanych łowów, myśliwi mogliby przenieść się na inny względnie nie skażony ludzką obecnością teren, obfitujący wciąż w ewentualne trofea. Mogłoby im przyjść do głowy, że w pewnym momencie, w odległej i niezdefiniowanej przyszłości, nienaruszone lasy na naszej planecie mogą się po prostu skończyć; jednak nawet gdyby tak się stało, to nie będą postrzegać tego jako bezpośredniego, odczuwalnego zagrożenia – a już z całą pewnością nie pomyślą
o tym jako o swoim zmartwieniu. Tego typu odległa perspektywa nie zagrozi przecież rezultatom teraźniejszego polowania, czy też następnego, a więc z całą pewnością nie mam w tej kwestii żadnych zobowiązań – jestem przecież zaledwie jednym z wielu myśliwych – a my jesteśmy tylko jednym z licznych kół myśliwskich, aby się nad tym zastanawiać, a co dopiero coś w tej kwestii robić” [Z. Bauman, Płynne czasy. Życie w epoce niepewności, przeł. M. Żakowski, Warszawa 2007, s. 138-139].

[5]    Medha Patel-Schwarz twierdzi, że „okrągłe” i „płaskie” twarze są łatwą do odczytania aluzją do ludności Dalekiego Wschodu. [M. Patel-Schwarz, op. cit.]. Rzeczywiście, problem przeludnienia kojarzony jest często z tą częścią świata, dla mnie jednak ten opis uwypukla przede wszystkim charakter mieszkańców Prokopii, którzy są łagodni, ugodowi, mili, ale bez wyrazu i bez właściwości. Kształt twarzy, ich nieruchomość, cień uśmiechu świadczy o zatartej indywidualności (należałoby dodać: zatartej dla patrzącego).

[6]    K. Vonnegut, Losy gorsze od śmierci, przeł. J. Rybicki, Warszawa 1994, s. 144.

[7]    W. J. Burszta, Miasto i wieś – opozycja mitycznych nostalgii, [w:] Pisanie miasta – czytanie miasta..., s. 96.

[8]    Zob.: M. Augé, Nie-miejsca. Wprowadzenie do antropologii hipernowoczesności, Warszawa 2010.

[9]    Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, przeł. A. Morawińska, Warszawa 1987, s. 13.

[10]  T. Sławek,  Akro/nekro/polis: wyobrażenia miejskiej przestrzeni, [w:] Pisanie miasta – czytanie miasta..., s. 19.

[11]  Z. Bauman, Płynne czasy. Życie w epoce niepewności, przeł. M. Żakowski, Warszawa 2007, s. 113.

[12]  T. Sławek,  op.cit.

[13]  „Suburbia należy do sfery pamięci nieświadomej, pełnego Heglowskiego Errinerung. Anarchistyczna moc suburbii, która tradycyjnie nie poddaje się władaniu architektury jako sztuki wznoszenia wymyślnych budowli
o kunsztownych fasadach i skomplikowanej technice konstrukcyjnej. W tym znaczeniu suburbia w istocie wymykała się sferze działania pamięci, która jest niczym innym jak sztuką hierachizowania elementów
i rozpoznawania wagi podstaw całej konstrukcji”.  [T. Sławek, op.cit., s. 20].

[14]  „Calvino notuje, iż Pantezylea niepokoi tym, iż 'jest tylko własną peryferią, a jej śródmieście jest wszędzie'. Nie możemy nie słyszeć w tym zdaniu teologicznego (ale i kosmologicznego) projektu Mikołaja z Kuzy głoszącego, iż Bóg jest okręgiem, którego środek jest wszędzie, a obwód nigdzie. Zatem skandal Pantezylei polega na tym, iż jest ona miastem 'bezbożnym', gdyż co prawda jej środek nie jest dokładnie sprecyzowany, ale brak ów jest tak sformułowany, iż zakłada nie tyle WSZECHobecność 'centrum', co jego NIEobecność. Miasto jest nakładaniem się kolejnych warstw peryferii wokół 'centrum', które pozostaje niczym innym jak pustka i nicością”. [T. Sławek, Akro/nekro/polis..., s. 23].

[15]  „Pantezylea jest więc nie tyle sub-urbią, czymś, co leży 'opodal', 'blisko' (sub-) miasta, lecz TRANS-urbią, czyli miastem, którego śródmieście nie może znaleźć na żadnej mapie, czy planie, bowiem znajduje się zawsze 'gdzie indziej', zawsze 'po drugiej stronie', zawsze 'poza' trans-)”. [ T. Sławek, op.cit., s. 23].

[16]  W ostatnich latach coraz popularniejszy staje się nurt zwany krytyką ekologiczną (ekokrytyka). Jest to sposób czytania, który na pierwszy plan wysuwa kwestię relacji między istotami ludzkimi, a ich środowiskiem naturalnym.

[17]  Dwa lata temu stwierdzono, że ponad połowa ludzi na świecie żyje w miastach. Warto przy tym powtórzyć, że
w ciągu ostatnich 50 lat populacja wzrosła z 2,5 miliarda ludzi do ponad 6 miliardów. Wokół dużych miast tworzą się ogromne megaregiony (wolna przestrzeń między większymi i mniejszymi miejscowościami znika). Według raportu ONZ z 2010 roku w ciągu pięćdziesięciu lat ludność mieszkająca w miastach wzrośnie do około 70%, a tereny miejskie będą się rozciągały na przestrzeni setek kilometrów. Już dzisiaj jeden z megaregionów Hong Kong-Shenhzen-Guangzhou zamieszkiwany jest przez 120 milionów ludzi. [Dane z raportu przygotowanego przez Organizację Narodów Zjednoczonych, cytowane przez serwis dailymail.co.uk]. Nie ma zresztą potrzeby powoływania się na tak odległe przykłady. Codziennym doświadczeniem każdego z nas jest obserwowanie jak rozbudowujące się miasta pochłaniają pola i lasy, a także jak znikają granice pomiędzy poszczególnymi miastami i miejscowościami. Wiele obszarów, które w naszym dzieciństwie zajmowały łąki i nieużytki, zostało zagospodarowanych pod nowe drogi czy osiedla. Dla Italo Calvino wszystkie te zjawiska musiały być nie tylko istotne, ale wręcz niepokojące, zwłaszcza, że opisy ciągłych miast znajdują się w kulminacyjnym miejscu książki.

[18]  I. Calvino, op. cit., s. 37.

[19]  W. J. Burszta, op.cit., s. 105.

[20]  W. J. Burszta, op.cit., s. 96.

[21]  W. J. Burszta, op. cit., s. 96.

[22]  Zob. E. Rybicka, Modernizowanie miasta. Zarys problematyki urbanistycznej w nowoczesnej literaturze polskiej, Kraków 2003.

[23]  Zob. W. Benjamin, Flâneur [w:] idem, Pasaże, przeł. I. Kania, Kraków 2005.

[24]  T. Sławek, op.cit., s. 19.

[25]  T. Sławek, op.cit., s. 22.

[26]  M. Bieńczyk, Labirynt wiecznego tułacza, [w:] idem, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 1998, s. 57.

[27]  M. Głowiński, Mity przebrane. Dionizos, Narcyz, Prometeusz, Marchołt, labirynt, Kraków 1990, s. 132-133.

[28]  Ibidem, s. 162.

[29]  M. Bieńczyk, op.cit., s. 56.

[30]  M. Głowiński, op.cit., s. 133.

Licencja Creative CommonsMiasto to cały świat, bo niczego poza miastem już nie ma : Ciągłe miasta Italo Calvino by Dobrosława Korczyńska-Partyka is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe License. W oparciu o utwór dostępny pod adresem http://archiwumwobec1-23.eu/index.php/15-wspolczesnosc/artykuly/1033-miasto-to-caly-swiat


dr Dobrosława Korczyńska-Partyka.  zawodowo związana z Uniwersytetem Gdańskim oraz Europejskim Centrum Solidarności, Lektor języka polskiego EVS Erasmus+, organizaror i koordynator wielu projektów edukacyjnych oraz naukowych 

 

 

 

 
 

Menu nr- 15

Free Joomla! template by Age Themes